Wywiady z ekspertami
Reforma szpitalnictwa w centrum uwagi: kierunki polityki i ich konsekwencje dla opieki chirurgicznej
23 stycznia 2026
Redakcja „Leading Medicine Guide” skorzystała z okazji, aby przeprowadzić wywiad z dr. Björnem Schmitzem, pełniącym funkcję przewodniczącego regionalnego stowarzyszenia Westfalia-Lippe w ramach Stowarzyszenia Zawodowego Niemieckich Chirurgów oraz rzecznika wszystkich przewodniczących regionalnych BDC, aby dowiedzieć się więcej o szczególnych wyzwaniach związanych z reformą szpitalną, jej konsekwencjach i koniecznych zmianach.

Reforma szpitali należy do największych projektów restrukturyzacyjnych w polityce zdrowotnej ostatnich lat – ma daleko idące konsekwencje dla struktur, finansowania, kształcenia ustawicznego i przyszłej opieki chirurgicznej. Podczas gdy politycy obiecują wydajność, jakość i przejrzystość, wiele klinik, gabinetów i młodych lekarzy stoi w obliczu głębokich zmian, które otwierają nowe możliwości, ale niosą ze sobą również znaczną niepewność. W tym polu napięć między politycznymi ambicjami a kliniczną rzeczywistością pojawiają się kluczowe pytania do przedstawicieli zawodu chirurgicznego i ich oceny reformy.
Aby sensownie wdrożyć wytyczne reformy zarówno na obszarach wiejskich, jak i miejskich, konieczne jest elastyczne dostosowanie do lokalnych warunków. Obejmuje to dokładną analizę potrzeb regionalnych w celu uwzględnienia gęstości opieki, liczby pacjentów i specyficznych wymagań. Lokalne kierownictwa szpitali i stowarzyszenia regionalne powinny otrzymać wystarczającą swobodę działania, aby dostosować wytyczne do własnych struktur.
„Patrząc na reformę szpitalną, można dostrzec zdecydowanie pozytywne nastawienie: chce się poprawić jakość opieki i stworzyć bardziej zwartą, wydajniejszą strukturę. Centralizacja odgrywa tu dużą rolę. Jednocześnie jednak sytuacja staje się trudna, gdy spojrzy się z perspektywy regionalnej. Muszę tu nieco się rozwinąć: Mówię tu nie tylko jako przewodniczący stowarzyszenia krajowego, ale przede wszystkim jako dodatkowy rzecznik przedstawicieli regionalnych. A przedstawiciele regionalni – to lekarze prowadzący prywatną praktykę. Co zaskakujące, jak dotąd niewielu wzięło pod uwagę, że reforma szpitali w znacznym stopniu dotyczy również kolegów prowadzących prywatną praktykę. Najpierw jednak przyjrzyjmy się podstawowym założeniom: zasadniczo ja osobiście, ale także my jako BDC – tak, właściwie wszyscy lekarze – opowiadamy się za reformą, o ile poprawi ona jakość opieki medycznej i ogólną opiekę nad społeczeństwem. Bo status quo pokazuje: wydajemy ogromne pieniądze, ale w porównaniu z Europą czy światem nie żyjemy dzięki temu dłużej. Również jakość ostatnich lat życia niekoniecznie jest lepsza niż w innych krajach – ale na pewno znacznie droższa. I to rodzi pytanie, dlaczego tak jest. Przyjrzyjmy się teraz konkretnemu przykładowi reformy szpitalnej w Nadrenii Północnej-Westfalii, gdzie zgromadziliśmy już pewne doświadczenia. Pomysł centralizacji wydaje się na pierwszy rzut oka sensowny. Jednak w komunikacji politycznej przedstawiono go w taki sposób, że usługi – zwłaszcza operacyjne – są centralizowane, co prowadzi do pewnego rodzaju czarno-białej logiki: to, co robi się w centrum, uważa się za dobre; to, co dzieje się poza nim, uważa się za nie tak dobre lub w ogóle nie powinno mieć miejsca. Prosty przykład: klinika, która wykonuje bardzo wiele operacji trzustki i jest w tym doskonała, ma służyć jako centrum. Nie oznacza to jednak automatycznie, że ta klinika doskonale opanowała również operacje przepuklin pachwinowych. Mimo to te mniejsze zabiegi są politycznie włączane do centralizacji. Powstaje tendencja do skupiania się na dużych placówkach zapewniających maksymalną opiekę, podczas gdy mniejsze placówki zapewniające podstawową i standardową opiekę pozostają w tyle. Ich usługi będą w przyszłości gorzej wynagradzane, tak że kierownictwo nie będzie w stanie rentownie prowadzić tych struktur. Z jednej strony wycofuje się więc usługi, które zazwyczaj są lepiej wynagradzane, a z drugiej strony pozostałe usługi – hasło: hybrydowe DRG i ambulatoryzacja – mają być świadczone w miarę możliwości ambulatoryjnie, częściowo nawet poza szpitalem”, opisuje dr Schmitz i dodaje:
„Prowadzi to nieuchronnie do spadku jakości – i to kosztem pacjentów. Ośrodki o maksymalnym zakresie opieki, które mają teraz przejąć wiele nowych grup usług, nie są w stanie tego zapewnić w krótkim czasie: oprócz infrastruktury brakuje personelu, sal operacyjnych, miejsc parkingowych (dla krewnych) i łóżek. Skutkiem tego są dłuższe czasy oczekiwania i przekierowywanie pacjentów. Jednocześnie pacjenci w małych placówkach, które dotychczas oferowały wysokiej jakości podstawową i standardową opiekę, mogą wkrótce nie być już tam leczeni, ponieważ kierownictwo powie: „Nie jesteśmy już w stanie tego sfinansować – proszę udać się do ambulatoryjnego centrum operacyjnego”. Problem w tym, że w wielu miejscach takie centra jeszcze w ogóle nie istnieją. I tu ponownie do gry wchodzą lekarze prowadzący prywatną praktykę. Oni również nie są w stanie po prostu przejąć dodatkowych zabiegów ambulatoryjnych, które mają być teraz masowo przenoszone. Powoduje to zatem zmniejszenie zakresu świadczonych usług, połączone z obniżeniem wynagrodzenia – a ostatecznie właśnie to jest deklarowanym celem reformy”.
Aby zapobiec sytuacji, w której reformy strukturalne ograniczają lokalną opiekę chirurgiczną zamiast ją stabilizować, konieczne jest zróżnicowane podejście, uwzględniające zarówno cele polityczne reformy, jak i rzeczywiste potrzeby w zakresie opieki.

Każda reforma musi być realistycznie zaplanowana, jednak reforma szpitalna w Nadrenii Północnej-Westfalii ujawnia problemy strukturalne. Od lat zaniedbywano podwójne finansowanie – środki operacyjne z kas chorych, środki na inwestycje budowlane od kraju związkowego. Kraje związkowe inwestowały zbyt mało, przez co szpitale musiały finansować się ze środków operacyjnych. System ten obecnie się załamuje, podczas gdy analizy potrzeb są stale korygowane w dół, ponieważ usługi nie są już wystarczająco opłacane.
Dr Schmitz wyjaśnia to dokładniej: „W praktyce reforma prowadzi do tego, że duże kliniki przejmują nowe usługi, podczas gdy mniejsze placówki zapewniające podstawową i standardową opiekę medyczną znajdują się pod presją finansową. Politycy podjęli decyzje niezależnie od podmiotów zarządzających, w wyniku czego każdy stara się zapewnić sobie maksymalne korzyści. Obecnie toczy się jeszcze kilka postępowań w trybie pilnym, ale reforma w dużej mierze weszła już w życie: płatności są uzależnione od grup świadczeń, co znacznie ogranicza planowanie budżetu i zarządzanie. Aby utrzymać mniejsze szpitale pod względem finansowym, konieczne są decyzje polityczne i wsparcie finansowe. W przeciwnym razie wszystko skoncentruje się na dużych klinikach, podczas gdy ambulatoryjne centra operacyjne, kierowane przez inwestorów, przejmą resztę. Lekarze prowadzący prywatną praktykę są często powiązani z centrami opieki medycznej (MVZ) lub praktykami grupowymi i nie są w stanie wypełnić powstających luk. Opieka w dużych placówkach może być zapewniona jedynie poprzez współpracę z innymi klinikami. Kliniki w Münster i Essen pokazują, że tworzenie sieci kontaktów działa: placówki specjalistyczne przejmują złożone zabiegi, a codzienne operacje są wykonywane w klinikach partnerskich. Podstawą tego są regionalne, międzyinstytucjonalne budżety kas chorych, które umożliwiają współpracę i sprawiedliwy podział zasobów. Powszechne hasło „ilość równa się jakości” jest zbyt uproszczone, ponieważ jakość spada, gdy tylko pojedyncze usługi są świadczone nadmiernie często. Obliczanie liczby przypadków dla całych szpitali dodatkowo pogłębia ten problem. Jeśli spojrzeć na szpitale, widać paradoks: placówka z ośmioma chirurgami i inna z trzema mogą być formalnie oceniane tak samo przy podobnej liczbie przypadków, mimo że wiedza specjalistyczna jest rozłożona inaczej. Jednocześnie wszyscy domagają się coraz większej specjalizacji – po prawej lub lewej stronie wątroby, w górnej lub dolnej części brzucha – jednak całodobowa dyżurność wysoko wyspecjalizowanych chirurgów jest praktycznie niemożliwa. W ciągu dnia pracują specjaliści, w nocy musi wkroczyć lekarz ogólny. Lubię porównywać to do lekkoatletyki: sprinter, skoczek wzwyż lub biegacz na 400 metrów jest najlepszy w swojej dyscyplinie, ale nie w innych. Z kolei dziesięcioboista potrafi wiele rzeczy dobrze – podobnie jest w chirurgii. Chirurg ogólny, zdefiniowany jako odrębna grupa świadczeń, niezawodnie obsługuje 80% przypadków. Specjaliści, tacy jak chirurdzy jamy brzusznej czy chirurdzy urazowi, uzupełniają tę ofertę, ale nie są wszędzie niezbędni do zapewnienia kompleksowej opieki”.
W mediach mocno podkreślano pewne specjalistyczne dziedziny – chirurgię przełyku czy trzustki – ale w codziennej opiece nad pacjentami stanowią one tylko niewielki czynnik. Skupienie się na specjalizacji ma daleko idące konsekwencje, zarówno dla szpitali, jak i dla decyzji pacjentów.
Osoby samotne, starsze i o ograniczonej sprawności ruchowej chcą mieć szpital tuż za rogiem. Jeśli widzą, że szpital nie może już świadczyć określonych usług, może to sprawić, że w ogóle nie pójdą do niego lub odłożą operację na później.
„Można było to zaobserwować na przykład w czasie pandemii koronawirusa: wiele osób przestało chodzić na badania profilaktyczne, ponieważ nie czuły się na siłach, by pokonywać duże odległości. Decyzje te nie zawsze są podejmowane świadomie, ale mają ogromne konsekwencje. Konsekwencją jest spirala, która zagraża zwłaszcza mniejszym placówkom: nie przyznaje się im już grup świadczeń, pacjenci nie wybierają już tej placówki, a to może prowadzić do problemów finansowych, a w dłuższej perspektywie nawet do zamknięcia. Kolejnym tematem jest ambulatoryzacja, która zasadniczo może być sensowna, aby odciążyć szpitale. W praktyce wiąże się to jednak ze znacznymi trudnościami, zwłaszcza dla osób samotnych lub o ograniczonej sprawności ruchowej. Koncepcja hybrydowych DRG powoduje, że przypadki są obecnie rozliczane jako „nie szpitalne = hybrydowe” – mimo że z medycznego punktu widzenia nie są one faktycznie ambulatoryjne. Problem leży również w organizacji: sieć szpitali mogłaby stworzyć centra operacyjne, w których lekarze prywatni i szpitalni wspólnie leczyliby pacjentów. Wymagałoby to zapewnienia pacjentom opieki przed- i pooperacyjnej, w tym opieki w nagłych wypadkach i możliwości noclegu. Jednak zapewnienie tego jest kosztowne: łóżka, personel pielęgniarski, wyżywienie – wszystko to kosztuje, a za usługi ambulatoryjne nie płaci się. Przeszkody biurokratyczne pogarszają sytuację. Jeśli lekarz z medycznego punktu widzenia uzna, że pacjent powinien pozostać w szpitalu, kasa chorych może to odrzucić, ponieważ przypadek ten uznaje się za „możliwy do leczenia ambulatoryjnego”. Wówczas każde przyjęcie do szpitala musi być szczegółowo uzasadnione, co jest czasochłonne i często refundowane tylko częściowo. W przypadku centralnych sal operacyjnych z anestezjologami i personelem operacyjnym powstają wysokie koszty, których nie da się pokryć w przypadku świadczeń wyłącznie ambulatoryjnych. Wzrasta również obciążenie związane z opieką: pacjenci, którzy wcześniej przebywali na oddziale, są teraz zdani na siebie w domu. Im większa potrzeba opieki, tym bardziej pracochłonna jest opieka – a bliscy często nie są w stanie tego przejąć. Opieka przed- i pooperacyjna i tak nie jest pokrywana przez szpitale, więc w razie wątpliwości pacjenci ci pozostają sami” – stwierdza z namysłem dr Schmitz.
Hybrydowe DRG to ryczałty, które są jednakowo rozliczane za określone zabiegi – niezależnie od tego, czy są one wykonywane ambulatoryjnie, czy wymagają noclegu w szpitalu. Ma to na celu oszczędność kosztów, ale często prowadzi do problemów, ponieważ medycznie konieczne przypadki szpitalne nie są wystarczająco finansowane.
W praktyce, w warunkach hybrydowych DRG, pojawia się kolejny problem: pacjent, który po operacji pachwiny zostaje wysłany do domu, otrzymuje co prawda plan postępowania w nagłych wypadkach, ale jego realizacja jest ograniczona.
Dr Schmitz wyjaśnia: „W nagłym wypadku pacjent musi sam wezwać pogotowie, aby zostać przewiezionym z powrotem do szpitala. Lekarze prowadzący prywatną praktykę zapewniają w nocy tylko ograniczoną opiekę, na przykład w przypadku ostrych problemów, takich jak silnie opuchnięte kolano lub krwawienia. Wiele nagłych przypadków zostaje zauważonych dopiero kilka godzin później, co może stanowić zagrożenie dla pacjentów. Porównania z krajami takimi jak Dania, Szwecja czy Stany Zjednoczone są w tym przypadku mylące. Tam istnieją inne struktury: pacjenci często pozostają w hotelu obok szpitala, gdzie personel medyczny zapewnia im opiekę pooperacyjną. W Niemczech natomiast pacjenci wracają bezpośrednio do domu, bez zapewnienia opieki pooperacyjnej. Lekarze prowadzący prywatną praktykę nie są w stanie wypełnić tych luk – ich gabinety nie są dwa razy większe, a liczba lekarzy nie podwoiła się tylko dlatego, że wykonuje się więcej operacji ambulatoryjnych. Ta seria problemów jest prawie niezauważalna. W dotychczasowym procesie reformy postulaty chirurgów nie spotkały się z dużym zainteresowaniem, ponieważ stowarzyszenia branżowe były często ogólnie odrzucane przez byłego ministra federalnego i jego grupę doradców jako lobbyści. Odbyły się już pierwsze rozmowy z nową minister zdrowia, a także parlamentarzyści wykazują zrozumienie. Reforma jednak nie została jeszcze zakończona i potrzebne są większości polityczne, aby wprowadzić zmiany. Jeśli tak się nie stanie, pacjentom grozi pogorszenie jakości opieki: mniej wolnych miejsc, dłuższe listy oczekujących, ograniczona opieka osobista, ograniczone doskonalenie zawodowe, więcej dokumentacji cyfrowej i ścisłe nastawienie na budżet. W końcu wiele spraw kręci się tylko wokół pieniędzy, podczas gdy troska o pacjenta schodzi na dalszy plan”.
Dyrektorzy szpitali znajdują się pod ogromną presją: zastanawiają się, czy w obecnych warunkach w ogóle są w stanie nadal prowadzić placówkę. Chociaż kraj klasyfikuje placówki jako niezbędne i wymaga ich dalszego funkcjonowania, sytuacja ekonomiczna często nie jest stabilna. Jednocześnie, paradoksalnie, w przypadku zamknięcia szpitala przyznawane są środki pomocowe od kraju związkowego, co sprawia, że sytuacja staje się jeszcze bardziej absurdalna.

„Wiele zarządów stoi zatem przed trudną decyzją, jak dalej prowadzić swoje placówki w tych warunkach. Również pomysł tworzenia sieci szpitali jest złożony, zwłaszcza jeśli ma on zostać zrealizowany pod względem finansowym. System DRG oferuje tu co prawda teoretyczne rozwiązania: regionalne DRG lub dynamiczne hybrydowe DRG mogłyby być rozwiązaniem (DRG to system ryczałtowy oparty na grupach powiązanych z diagnozą). W ten sposób szpital mógłby na przykład otrzymać dopłaty za noclegi, opiekę lub udostępnienie miejsc, bez konieczności rozliczania całego przypadku jako szpitalnego. Problem z hybrydowymi DRG polega jednak na tym, że odpowiedzialność za noclegi pacjentów spoczywa w całości na lekarzach, podczas gdy wynagrodzenie pozostaje takie samo – niezależnie od tego, czy pacjent jest wypisywany ambulatoryjnie, czy musi pozostać na noc w szpitalu. W ten sposób placówki nie są w stanie pokryć kosztów faktycznej opieki. Tutaj potrzebne jest zaangażowanie polityków. Potrzebne są jasne warunki ramowe, aby ustabilizować sytuację szpitali w zakresie opieki podstawowej i standardowej. Jako podmiot łączący politykę zawodową, BDC zajmuje bardzo wyraźne stanowisko, aby zwrócić uwagę na te nieprawidłowości i domagać się rozwiązań”, wyjaśnia dr Schmitz.
Wysokiej jakości i przewidywalne doskonalenie zawodowe można zagwarantować tylko wtedy, gdy reformy i modele finansowania w sposób ukierunkowany uwzględniają warunki ramowe kształcenia i funkcjonowania praktyki. W ramach sztywnych warunków DRG, które wynagradzają usługi według ryczałtów za przypadek, istnieje ryzyko, że czasochłonne działania w zakresie kształcenia ustawicznego zostaną uznane za ekonomicznie „nieopłacalne” i w związku z tym zaniedbane.
„Wiele klinik ma wrażenie, że zmierzają w kierunku czarnej dziury: nikt nie wie dokładnie, jak rozwinie się sytuacja finansowa, czy uda się zatrudnić niezbędnych chirurgów ani jak zapewnić lekarzom odpowiednie doskonalenie zawodowe. Sytuacja jest bardzo dramatyczna. Z jednej strony szpitale muszą zapewnić określone grupy usług i dysponować odpowiednimi specjalistami. Z drugiej strony pojawia się pytanie, kto będzie kształcił przyszłych lekarzy, zwłaszcza w zakresie zabiegów, które coraz częściej odbywają się ambulatoryjnie lub są realizowane wyłącznie w ośrodkach specjalistycznych. Standardowe zabiegi, takie jak operacja przepukliny pachwinowej, są wykonywane w praktyce przez lekarzy specjalistów prowadzących prywatną praktykę, którzy jednak często nie posiadają uprawnień do prowadzenia szkoleń. Asystenci odbywający szkolenie nie mogą po prostu obserwować pracy w gabinetach i uczyć się zabiegów – a same gabinety są uzależnione od własnych zadań specjalistycznych. Modele rotacyjne z udziałem placówek o maksymalnym zakresie opieki, placówek standardowych i podstawowej opieki zdrowotnej są teoretycznie możliwe, ale w praktyce trudno je wdrożyć. Szczególnie wyspecjalizowane dziedziny, takie jak chirurgia jamy brzusznej, nie są już możliwe do opanowania bez wieloletniej rotacji. Prowadzi to do tragedii: Niemcy miały na świecie wyjątkowo dobrą pozycję w medycynie i klinice, ale obecny rozwój sytuacji zagraża temu poziomowi. 75% wszystkich szpitali jest obecnie na minusie. Nawet wzorcowe kliniki, takie jak Charité w Berlinie, które oferują sieciowo medycynę na najwyższym poziomie we wszystkich grupach usług i dysponują wystarczającą liczbą lekarzy i personelu pielęgniarskiego, ponoszą ogromne straty rzędu setek milionów euro. Placówki te spełniają wszystkie cele reformy szpitalnej, zapewniają medycynę na najwyższym poziomie i cieszą się międzynarodowym uznaniem – a mimo to nie są rentowne finansowo. Inne szpitale w regionie również działają na najwyższym poziomie, a mimo to odnotowują straty. „Obecna reforma w żaden sposób nie przyczynia się do poprawy tej sytuacji” – ostro krytykuje dr Schmitz.
Stowarzyszenie zawodowe może zapewnić, że procesy polityczne uwzględniają specjalistyczną wiedzę chirurgiczną, działając systematycznie jako łącznik między polityką, administracją i praktyką lekarską. BDC jest zorganizowane według krajów związkowych i stowarzyszeń krajowych, przy czym stowarzyszenia krajowe mają własnych przewodniczących, a lekarze prowadzący prywatną praktykę są również reprezentowani.

„Jako wspólny rzecznik przewodniczących stowarzyszeń krajowych i przedstawiciel regionalny BDC, wraz z moją koleżanką, prof. dr Carolin Tonus z Hamburga, skupiam interesy chirurgicznych stowarzyszeń specjalistycznych i przedstawiam je na posiedzeniach, w prezydium oraz zarządzie. Spotykamy się trzy razy w roku, regularnie organizujemy konferencje na Zoomie i zjazdy oraz gromadzimy wyniki, które są następnie przekazywane na szczeblu politycznym. Odbywa się przy tym bezpośrednia wymiana informacji z Ministerstwem Zdrowia, Federalną Izbą Lekarską, politykami i podmiotami świadczącymi usługi. Postulaty rzadko są realizowane publicznie w mediach; droga polityczna przebiega poprzez intensywne rozmowy i poszukiwanie konsensusu. Aktualnym przykładem jest dyskusja na temat finansowania szpitali. Kasy chorych chcą oszczędności, ponieważ postrzegają je jako największą pozycję wydatków w szpitalach. W tym miejscu wkracza BDC (wspólnie z DGAV), aby przedstawić swoje stanowisko i znaleźć rozwiązania. Udało się na przykład dostosować regulacje dotyczące hybrydowych DRG dla określonych przypadków, takich jak zapalenie wyrostka robaczkowego, podczas gdy skomplikowane przypadki muszą pozostać w trybie stacjonarnym. Wymaga to intensywnych rozmów indywidualnych, aby przeforsować uzasadnione medycznie wyjątki. Obecna reforma opiera się w dużej mierze na mierzalnych wskaźnikach, takich jak liczba operacji, i pomija „medycynę opartą na rozmowie”, której nie da się skwantyfikować. „Podejście polityczne często opiera się na logice zarządzania, która w medycynie ma ograniczone zastosowanie: szpital lub prywatny lekarz nie jest produktem standardowym – różnice regionalne i specyficzne sytuacje pacjentów mają ogromne znaczenie”, wyjaśnia dr Schmitz i podkreśla:
„Moim życzeniem dotyczącym poprawy systemu byłoby zapewnienie szpitalom wystarczającego finansowania, tak aby mogły one funkcjonować na zasadzie „zerowego deficytu”, bez konieczności ograniczania świadczeń medycznych z powodów finansowych. Należy zapewnić inwestycje w budowę, modernizację i personel. Moim największym pragnieniem pozostaje opieka dostosowana do potrzeb pacjentów: gdy szpitale są zamykane lub zabiegi ograniczane, czas oczekiwania znacznie się wydłuża, a podstawowa i standardowa opieka zdrowotna bardzo na tym cierpi. Pacjenci nie mogą po prostu wyjechać za granicę, a nawet ci, którzy mogliby to zrobić, często mają ograniczenia finansowe lub prawne. Reforma w obecnym kształcie zagraża zatem opiece nad ludnością i prowadzi do rosnącego obciążenia dla pacjentów, lekarzy i szpitali”.
Aby opieka chirurgiczna znów była w większym stopniu kształtowana przez priorytety medyczne, a nie ograniczenia ekonomiczne, konieczne byłoby wdrożenie kilku zmian strukturalnych. Jak sytuacja będzie się rozwijać od 2026 roku, dopiero się okaże.
Dr Schmitz komentuje to następująco: „Obecnie nie ma jeszcze wiarygodnych danych. Ministerstwo Pracy, Spraw Socjalnych i Zdrowia opublikowało jednak już listę placówek, które mogą nadal oferować określone grupy usług – wszędzie odnotowuje się spadek. Podział tych grup usług pokaże, jak dramatyczna będzie faktycznie sytuacja. Pierwsze raporty wskazują już, że popyt gwałtownie rośnie: przy tej samej zdolności operacyjnej, tej samej liczbie personelu i tej samej liczbie łóżek szpitale odnotowują w niektórych przypadkach o 30% więcej zgłoszeń w zakresie chirurgii górnej części brzucha i już teraz pojawiają się pierwsze okresy oczekiwania. Można więc przewidzieć dramatyczne skutki dla pacjentów, którzy nie zostaną w porę poddani leczeniu. Ustawodawca definiuje podstawową opiekę medyczną w odległości 20 minut jazdy samochodem dla 90%, czyli dla około 16,2 mln osób. Nie jest jasne, co stanie się z 1,8 mln osób spoza miejskich obszarów opieki medycznej. W praktyce sytuacja ta staje się jednak jeszcze bardziej nierealistyczna: na obszarach miejskich podróż trwa znacznie dłużej, nawet w piątek wieczorem w godzinach szczytu, a nowa reforma federalna wymaga ponadto, aby kliniki współpracujące znajdowały się w odległości nie większej niż dwa kilometry od siebie – jest to wymóg trudny do zrozumienia, którego podstawa danych pozostaje niejasna. Sytuacja staje się jeszcze bardziej niepewna, zwłaszcza w regionach wiejskich na wschód od Nadrenii Północnej-Westfalii: lekarze muszą pokonywać duże odległości, aby przewieźć pacjentów do ośrodków położniczych lub podstawowej opieki zdrowotnej. W tych warunkach utrzymanie podstawowej i standardowej opieki zdrowotnej będzie praktycznie niemożliwe. Wielu lekarzy, ze względu na wysokie wymagania, ryzyko odpowiedzialności cywilnej i ograniczone zasoby, czuje się zmuszonych do zaprzestania świadczenia usług. Reforma grozi zatem znacznym ograniczeniem opieki medycznej dla dużej części społeczeństwa”.
Dr Schmitz kończy jednak naszą rozmowę pozytywnie i optymistycznie: „Oczywiście poziom frustracji spowodowany okolicznościami politycznymi i organizacyjnymi jest wysoki, ale każdego dnia staram się osiągnąć to, co najlepsze dla pacjentów i mojego zespołu. Celem jest zawsze dobra opieka nad pacjentami, niezależnie od interesów ekonomicznych. Już samo to, że udaje mi się nie wywierać presji na nikogo z mojego zespołu, dzięki czemu wszyscy mogą w pełni skoncentrować się na opiece nad pacjentami, jest wielkim sukcesem w tych trudnych czasach. Angażuję się również poza szpitalem, na przykład podczas „Wieczoru zawodów” w liceach, aby przybliżyć zawód lekarza zainteresowanym maturzystom. Również w stowarzyszeniach rotariańskich realizowanych jest wiele dobrych projektów. Z pasją opowiadam się za tym, aby medycyna jako całość stała się bardziej kobieca, zwłaszcza na stanowiskach kierowniczych. Większy udział kobiet bardzo dobrze wpłynąłby na naszą branżę, a także na organizację szpitala. Obecnie, pomimo dużej liczby (kobiecych) licencji lekarskich, niewiele osób trafia do medycyny opiekuńczej. Zawód lekarza nadal jest najpiękniejszym zawodem na świecie i chętnie tego doświadczam każdego dnia na nowo. W swoich wykładach zawsze kończę tym samym mottem: „Zachowajcie optymizm” autorstwa Ingo Zamperoni. To moje przekonanie, które wyznaję od wielu lat – pomimo wszystkich wyzwań optymizm pozostaje główną siłą napędową”.
- Ordynator Kliniki Chirurgii Ogólnej i Wnętrznościowej oraz Proktologii, Knappschaft Kliniken Kamen
- Skupienie się na najnowocześniejszej diagnostyce i terapii w chirurgii brzusznej i proktologii
- Specjalizacje medyczne: chirurgia jamy brzusznej, chirurgia przepuklin, operacje refluksu, chirurgia endokrynologiczna, w szczególności chirurgia tarczycy; specjalizacja w chirurgii minimalnie inwazyjnej (laparoskopowej), również w przypadku skomplikowanych zabiegów
- Specjalizacja w leczeniu ran, w szczególności w leczeniu zespołu stopy cukrzycowej
- Przychodnia uprawniona do wydawania opinii w ramach procedury uzyskania drugiej opinii: zespół stopy cukrzycowej i cholecystektomia
- Specjalista chirurgii i chirurgii jamy brzusznej, specjalistycznej chirurgii jamy brzusznej, medycyny ratunkowej, medycyny sportowej, terapii manualnej, ekspertyz medycznych
- Dyplom MHBA łączący doskonałość medyczną z kompetencjami w zakresie zarządzania
Udostępnij artykuł
Wywiady z ekspertami
Przeczytaj następnie
- Wywiady z ekspertami
Wywiad z ekspertem – profesorem dr. med. Karlem Philippem Kutznerem
11 wrz 2026
Prof. Kutzner o najnowocześniejszej endoprotezoplastyce w ENDOPROTHETICUM w Moguncji
Czytaj dalej - Wywiady z ekspertami
Wywiad z ekspertem – dr med. Emanuelem Stutzem
9 wrz 2026
Leczenie nowotworów metodą hipertermii
Czytaj dalej - Wywiady z ekspertami
Wywiad z ekspertem – dr. med. Moustafą Elshafei, FACS
7 wrz 2026
Rak jelita grubego w centrum uwagi: wcześniejsze wykrywanie, skuteczniejsze leczenie – o szansach i nowoczesnej medycynie
Czytaj dalej



