Wywiady z ekspertami
Medycyna bólu a NAD+ – nowa perspektywa? – Wywiad z ekspertem, prof. Christophem Wiese
25 czerwca 2025
Profesor dr med. Christoph Wiese jest jednym z czołowych ekspertów w dziedzinie medycyny bólu w Niemczech. Jako ordynator Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii oraz kierownik Centrum Interdyscyplinarnej Medycyny Bólu (ZIS-HEH) w szpitalu Herzogin Elisabeth Hospital w Brunszwiku, współtworzył placówkę, która wyznacza standardy na skalę ponadregionalną. Jego niezwykle szerokie wykształcenie i liczne dodatkowe kwalifikacje pozwalają mu wykraczać poza klasyczne granice specjalizacji i opracowywać indywidualne podejścia terapeutyczne dla każdego pacjenta. Niezależnie od tego, czy chodzi o ostry ból po operacji, przewlekłe zespoły bólowe, czy złożone schorzenia bólowe o podłożu psychosomatycznym – prof. dr Wiese podchodzi do swoich pacjentów w sposób holistyczny, uwzględniając w równym stopniu czynniki fizyczne, emocjonalne i społeczne.
Szczególną cechą charakterystyczną prof. dr. Wiese jest jego interdyscyplinarne podejście. Pod jego kierownictwem ściśle współpracują lekarze różnych specjalności, personel pielęgniarski, fizjoterapeuci, psychologowie i ergoterapeuci – zawsze mając na celu trwałą poprawę jakości życia osób dotkniętych chorobą. Udaje się to przede wszystkim dzięki indywidualnie dostosowanej koncepcji terapii multimodalnej, w której oprócz metod farmakologicznych można stosować również akupunkturę, terapię falami uderzeniowymi, hipnoterapię lub specjalne infuzje. Zawsze zwraca się przy tym uwagę na to, aby sam pacjent był zaangażowany w proces leczenia. Dla prof. dr. Wiese jest bowiem jasne: tylko ten, kto aktywnie współpracuje, może osiągnąć trwałą poprawę w radzeniu sobie z przewlekłym bólem.
O tym, że prof. dr Wiese nie tylko posiada ogromne doświadczenie kliniczne, ale także zajmuje się badaniami i nauczaniem, świadczy jego profesura na Uniwersytecie w Regensburgu. Połączenie pracy praktycznej z ambicjami naukowymi oraz kształceniem młodych lekarzy podkreśla jego podejście: Medycyna bólu musi być nieustannie rozwijana, poddawana krytycznej analizie i na nowo przemyślana – dla dobra pacjentów. Dzięki swojej wiedzy fachowej, empatii i jasnemu spojrzeniu na nowoczesną, holistyczną terapię bólu prof. dr med. Christoph Wiese stworzył miejsce, w którym osoby cierpiące z powodu bólu mogą znaleźć prawdziwą nadzieję.
W ramach medycyny bólu stosuje się również koenzymy. O co w tym chodzi, redakcja Leading Medicine Guide dowiedziała się podczas rozmowy ze specjalistą medycyny bólu.

Medycyna bólu podlega ciągłym zmianom – nowe odkrycia naukowe i podejścia terapeutyczne nieustannie otwierają obiecujące możliwości skuteczniejszego leczenia bólu przewlekłego i ostrego. W tym kontekście coraz większą uwagę przyciąga substancja czynna znana dotychczas głównie z badań nad komórkami: NAD⁺ (nikotynamidoadeninodinukleotyd). Ten endogenny koenzym, który odgrywa kluczową rolę w metabolizmie energetycznym i procesach naprawy komórkowej, jest obecnie przedmiotem dyskusji również w terapii bólu. Możliwe zastosowanie NAD⁺ i innych koenzymów otwiera nowe perspektywy – zwłaszcza w odniesieniu do leczenia zespołów bólu przewlekłego, którym towarzyszy dysfunkcja mitochondriów, stres oksydacyjny lub procesy zapalne.
NAD⁺ (nikotynamidoadenindinukleotyd) jest niezbędnym koenzymem, który w niemal wszystkich żywych komórkach odgrywa kluczową rolę w metabolizmie energetycznym. Działa jako kluczowy nośnik elektronów w biochemicznych reakcjach redoks, zwłaszcza w oddychaniu komórkowym, podczas którego glukoza i inne składniki odżywcze są przekształcane w adenozynotrifosforan (ATP) – główne źródło energii dla procesów komórkowych.
„Terapia NAD⁺ opiera się na cząsteczce znanej jako koenzym już od lat 30. XX wieku. Pierwszy opis naukowy pochodzi z 1936 roku ze Stanów Zjednoczonych. NAD⁺, z chemicznego punktu widzenia forma witaminy B3 (niacyny), ma kluczowe znaczenie dla produkcji energii w organizmie. Aby organizm mógł wytworzyć NAD⁺, potrzebuje niacyny jako surowca. Przez długi czas cząsteczka ta nie odgrywała prawie żadnej roli w medycynie klinicznej, aż w ciągu ostatnich dziesięciu lat – zwłaszcza w dziedzinie tzw. medycyny długowieczności – ponownie znalazła się w centrum uwagi. Wcześniejsze badania, które miały miejsce ponad 20 lat temu, pokazują, że NAD⁺ ma kluczowe znaczenie dla procesów komórkowych.
Działa w procesie glikolizy, czyli metabolizmu cukrów, podczas utleniania kwasów tłuszczowych oraz w znanym cyklu kwasu cytrynowego – kluczowym etapie wytwarzania energii w komórkach. Dzięki temu stało się jasne, że NAD⁺ odgrywa kluczową rolę w metabolizmie energetycznym. Badania dotyczące zmian poziomu NAD⁺ w miarę starzenia się pokazują, że z upływem lat jego zapasy w organizmie znacznie się zmniejszają. Podczas gdy młodzi dorośli do 20. roku życia dysponują jeszcze pełną pojemnością NAD⁺, w miarę upływu dziesięcioleci poziom ten stale spada. W wieku 50 lat wynosi ona już tylko około 40% poziomu wyjściowego, a u osób powyżej 70. roku życia nawet tylko 20–25%. „To odkrycie powiązało tę cząsteczkę z procesami starzenia się i zainspirowało nowe kierunki badań” – wyjaśnia prof. dr Wiese, dodając:
„Szerszej publiczności NAD⁺ stał się znany dzięki piosenkarzowi Justinowi Bieberowi, który publicznie poddał się infuzjom, wzbudzając tym samym zainteresowanie mediów. Nie wiadomo, czy pokazane reakcje były autentyczne, czy zainscenizowane – efektem było jednak to, że NAD⁺ był na ustach wszystkich. W medycynie bólu nieustannie poszukuje się innowacyjnych rozwiązań, ponieważ w ciągu ostatnich 25 lat – pomimo licznych metod, takich jak farmakoterapia, terapia rozmową, terapia behawioralna i techniki infiltracyjne – nie pojawiły się żadne naprawdę nowe, przełomowe osiągnięcia. W tym kontekście zrodził się u mnie pomysł, aby wyrwać NAD⁺ z kontekstu stylu życia i zbadać jego potencjał w terapii bólu. Terapia opiera się na założeniu, że poprzez ukierunkowane dostarczanie NAD⁺ na poziomie komórkowym można ustabilizować metabolizm energetyczny, wspomóc regenerację, a tym samym pozytywnie wpłynąć na ból. W praktyce chodzi o ukierunkowane wspieranie ustalonego, naturalnego systemu organizmu – w celu umożliwienia pacjentom odczuwalnej poprawy, zwłaszcza tam, gdzie tradycyjne terapie napotykają swoje granice”.
NAD⁺ bierze udział w aktywacji niektórych enzymów, takich jak sirtuiny, lub jest substratem dla sirtuin, które odgrywają kluczową rolę w regulacji komórkowej, hamowaniu stanów zapalnych i naprawie uszkodzeń DNA. Sirtuiny modulują szlaki sygnałowe zapalenia, które w przypadku bólu przewlekłego są często nadaktywne.
„Jako tak zwany transporter mitochondrialny, NAD⁺ przyczynia się do sprawnego funkcjonowania łańcuchów transportu elektronów w mitochondriach – elektrowniach komórkowych. W rezultacie wspomagana jest synteza ATP, proces prowadzący do tworzenia adenozynotrifosforanu (ATP) – jednego z najważniejszych nośników energii w organizmie. Ponadto NAD⁺ służy jako substrat dla określonych grup białek, tzw. sirtuin. Enzymy te regulują ważne procesy metaboliczne i przyczyniają się do stabilizacji bilansu energetycznego oraz redukcji stresu oksydacyjnego. To ostatnie jest znane na przykład z mechanizmu działania witaminy C, która również ma działanie przeciwutleniające – podejście to jest od dawna stosowane terapeutycznie, zwłaszcza w kontekście bólu neuropatycznego. Obserwacja, że również NAD⁺ jest w stanie wpływać na stres oksydacyjny, była kolejnym punktem wyjścia do dokładniejszego zbadania potencjału tej cząsteczki w medycynie bólu. NAD⁺ bierze również udział w utrzymaniu zdrowia komórek – w szczególności w syntezie RNA, procesach naprawczych zachodzących w komórkach, a także w procesach tzw. apoptozy. Apoptoza opisuje ukierunkowane, kontrolowane obumieranie starych lub uszkodzonych komórek, co jest procesem niezbędnym do utrzymania prawidłowej równowagi komórkowej w organizmie. NAD⁺ przyczynia się tutaj do uporządkowania tych procesów: nie tylko sprzyja powstawaniu nowych komórek, ale także wspomaga prawidłowe wyłączanie przestarzałych struktur komórkowych. Szczególnie interesujący jest wpływ NAD⁺ na sirtuiny 1, 3 i 6. Enzymy te pełnią istotne zadania w regulacji procesów zapalnych. Ponadto mają one znaczenie dla tzw. plastyczności neuronalnej – czyli zdolności układu nerwowego do adaptacji i regeneracji. „To działanie neuroprotekcyjne, czyli ochrona i wspieranie zdrowych komórek nerwowych, jest szczególnie obiecującym aspektem zastosowania w medycynie bólu, ponieważ działa zarówno przeciwzapalnie, jak i utrzymuje strukturę komórek” – wyjaśnia prof. dr Wiese.
Jeśli NAD⁺ jest w stanie wpływać na procesy śmierci komórkowej, można przypuszczać, że może on również odgrywać rolę w terapii bólu nowotworowego – na przykład poprzez oddziaływanie na komórki nowotworowe. Jednocześnie widać potencjał w procesach neurozapalnych, zwłaszcza poprzez wzmocnienie plastyczności neuronowej. Wydawało się więc prawdopodobne, że NAD⁺ może mieć działanie terapeutyczne również w przypadku bólu nerwowego.
Prof. dr Wiese opisuje dalsze badania: „Następnie rozpoczęliśmy poszukiwania w literaturze medycznej, konkretnie w PubMed i Medline. Znajduje się tam obecnie wiele badań eksperymentalnych na zwierzętach, które potwierdzają działanie NAD⁺. Wyniki te są coraz częściej przenoszone na ludzi. Chociaż wiele badań nadal znajduje się na poziomie komórkowym lub eksperymentalnym na zwierzętach, istnieją już pierwsze dane kliniczne potwierdzające potencjał stosowania u ludzi. Z tych rozważań zrodziła się decyzja o samodzielnym zastosowaniu NAD⁺ w celach terapeutycznych. Jednak realizacja tego pomysłu okazała się trudna. Wlew NAD⁺ nie jest łatwo dostępny w zwykłych aptekach – nie można go więc po prostu kupić i zastosować. Co prawda na rynku istnieje wiele suplementów diety, między innymi zawierających NMN (mononukleotyd nikotynamidowy), NADH, a nawet samego NAD⁺, na przykład w postaci tabletek lub proszku. Nie odpowiadają one jednak wysoce skutecznej formie infuzyjnej, która jest niezbędna do ukierunkowanego zastosowania medycznego. Ostatecznie udało się znaleźć odpowiednie rozwiązanie za pośrednictwem niemieckiej apteki. Apteka ta wytwarza NAD⁺ w postaci tzw. liofilizatu – czyli substancji liofilizowanej, którą poprzez dodanie płynu można ponownie przekształcić w jej skuteczną formę wyjściową. W ten sposób udało się uzyskać NAD⁺ w postaci infuzji, co ostatecznie stało się podstawą pierwszych zastosowań u pacjentów. Kolejnym krokiem było zapoznanie się z doświadczeniami innych użytkowników. Uderzające było to, że większość dostawców – na przykład duża angielska klinika NAD – stosuje ten produkt głównie w obszarze stylu życia. Również w Niemczech pojedyncze gabinety oferują NAD⁺, jednak również z naciskiem na witalność, poprawę wydajności lub przeciwdziałanie starzeniu się. Jak dotąd trudno było znaleźć ukierunkowane zastosowanie w medycynie, na przykład w terapii bólu. Wymagało to stopniowego zbliżania się do właściwego dawkowania. W medycynie stylu życia dawka na jedną infuzję wynosi zazwyczaj od 250 do 500 mg NAD⁺, rozłożona najczęściej na 10 sesji. Pokrywa to całkowite roczne zapotrzebowanie. „Podejście to jest jednak skierowane do osób zdrowych – na przykład sportowców, menedżerów lub osób dążących do ogólnego zwiększenia wydajności. W przypadku zastosowania w medycynie bólu, czyli u osób już chorych lub silnie obciążonych, konieczne było zatem opracowanie odrębnego postępowania”.
W szpitalu Herzogin-Elisabeth-Hospital – Centrum Interdyscyplinarnej Medycyny Bólu nie leczy się osób zdrowych, lecz pacjentów z częściowo złożonymi chorobami podstawowymi i licznymi chorobami współistniejącymi. Wymagało to szczególnie ostrożnego podejścia przy wprowadzaniu terapii NAD⁺.
„Na początku pojawiło się pytanie, jakie potencjalne skutki uboczne może mieć NAD⁺. Dlatego zdecydowano się na ostrożne rozpoczęcie terapii. Zaczęto od dawki 125 mg NAD⁺ w postaci wlewu, podawanego przy ciągłym monitorowaniu układu sercowo-naczyniowego. Celem było dokładne obserwowanie reakcji pacjentów i wyciągnięcie wniosków dotyczących tolerancji. Takie postępowanie jest również zgodne z pierwszymi zaleceniami dotyczącymi stosowania NAD⁺ w terapii bólu – a mianowicie rozpoczęcia od niskich dawek i stopniowego ich zwiększania. Przy tak niskim dawkowaniu i powolnej prędkości wlewu – trwającego co najmniej 60 do 90 minut – nie wystąpiły żadne istotne skutki uboczne. Jednak gdy wlew podawano szybciej lub stosowano wyższą dawkę, u niektórych pacjentów wystąpiły reakcje wegetatywne, takie jak wzrost częstości akcji serca lub ciśnienia krwi. Efekty te występowały niezależnie od subiektywnych odczuć, czyli bez tego, by pacjenci wiedzieli z góry, jaką dawkę otrzymają. Badania te były możliwe tylko dzięki zaufanej relacji z pacjentami, z których wielu pozostaje pod stałą opieką. W ten sposób zaobserwowano, że dawka około 250 mg NAD⁺ jest już zbyt wysoka dla wielu osób, zwłaszcza przy zbyt szybkiej prędkości infuzji. „Tolerancja zależała więc w dużym stopniu od szybkości podawania” – powiedział prof. dr Wiese.
Przy dawce 125 mg podawanej przez co najmniej 60 minut lub 250 mg przez co najmniej 90 minut nie występują już żadne objawy ze strony układu wegetatywnego ani inne skutki uboczne. W przypadku zbyt szybkiego podania organizm po prostu nie nadąża z wchłanianiem, ponieważ NAD⁺ w postaci infuzji bardzo szybko wchodzi w metabolizm komórkowy i jest przetwarzany. To szybkie metabolizowanie przy zbyt dużej prędkości prowadzi do przeciążenia komórkowych zdolności przetwarzania.
Prof. dr Wiese komentuje to następująco: „Natomiast postać tabletek nie wykazuje tych efektów. Jest ona znacznie wolniejsza i mniej skuteczna. Powodem tego jest różna biodostępność. W postaci tabletek NAD⁺ występuje albo bezpośrednio, albo w postaci prekursorów, takich jak NMN, które muszą najpierw zostać przekształcone w wątrobie i w procesie metabolizmu komórkowego. Organizm często nie jest w stanie bezpośrednio wykorzystać NAD⁺ w tej postaci, lecz jest uzależniony od prekursorów – podobnie jak w przypadku metabolizmu witaminy B3. Natomiast roztwór do infuzji dostarcza aktywną formę cząsteczki bezpośrednio, umożliwiając w ten sposób natychmiastową, ukierunkowaną integrację z biologią komórkową. Właśnie w tym tkwi działanie terapeutyczne i przewaga nad podawaniem doustnym”.
Pacjenci zgłaszają się telefonicznie i otrzymują najpierw kwestionariusz dotyczący bólu opracowany przez Niemieckie Towarzystwo Bólu, uzupełniony o kilka dodatkowych arkuszy, które dotyczą takich aspektów jak jakość życia i struktura życia.
„Na podstawie tych dokumentów dokonuje się wstępnej klasyfikacji: jaki rodzaj bólu występuje i w jakim kierunku zmierza problem? Następnie wysyłane jest zaproszenie na pierwszą rozmowę i szczegółowe badanie wstępne, które trwa około 90 do 120 minut. Już podczas tej pierwszej wizyty sprawdzamy, czy pacjenci zasadniczo kwalifikują się do terapii NAD⁺. Ważnym punktem w naszej praktyce jest to, że w większym stopniu uwzględniamy pacjentów z przewlekłym zmęczeniem spowodowanym bólem, tzw. zespołem zmęczenia. Cierpi na to wielu pacjentów z bólem, zwłaszcza w przypadku bólu neuropatycznego. Należą do nich takie schorzenia jak zespół złożonego bólu regionalnego (CRPS), zespół przewlekłego bólu poposterytowego (CHPS) lub neuropatie półpaścowe, które wszystkie wiążą się z strukturami bólowymi związanymi z nerwami. Często w gronie potencjalnych pacjentów znajdują się również osoby z bólami mięśniowymi, na przykład z fibromialgią. Podczas rozmowy ustalamy również, jakie terapie zostały już zastosowane. Z reguły pacjenci mają już za sobą długą drogę i różne próby leczenia. Decydujące znaczenie ma wówczas również to, czy są gotowi na nowe podejścia terapeutyczne. Następnie przedstawiamy terapię NAD⁺ jako jedną z możliwych opcji. Celem jest uzupełnienie zapasów energii w komórkach, a tym samym stworzenie optymalnych warunków do skuteczniejszego leczenia bólu neuropatycznego – w ramach uznanych standardowych terapii. „Rozwinęliśmy nasze podejście w taki sposób, aby nie stosować NAD⁺ dopiero w bardzo późnym stadium i jako ostatnią opcję, ale włączać go do terapii na wczesnym etapie. W ten sposób tworzymy lepsze warunki do dalszej opieki przeciwbólowej nad pacjentami” – wyjaśnia prof. dr Wiese.
Jeśli nie występują żadne dodatkowe dolegliwości, takie jak przewlekły ból lub inne problemy, zapasy NAD⁺ teoretycznie wystarczyłyby na całe życie. Jednak procesy starzenia odgrywają ważną rolę. Szczególnie w dziedzinie medycyny geriatrycznej lub długowieczności wsparcie ze strony NAD⁺ zyskuje na znaczeniu, zwłaszcza u osób starszych z chorobami przewlekłymi.
Prof. dr Wiese wymienia kolejną grupę pacjentów: „Kolejnym obszarem zainteresowania są pacjenci z chorobami współistniejącymi, takimi jak stwardnienie rozsiane lub choroba Parkinsona, którzy często odczuwają bóle o podłożu nerwowym. Ta grupa pacjentów stosunkowo szybko otrzymuje u nas propozycję terapii NAD⁺. Leczenie zazwyczaj polega na tzw. terapii podstawowej obejmującej dziesięć infuzji, która okazała się skuteczna. Schemat infuzji różni się w zależności od pacjenta i sytuacji. Na przykład w przypadku pacjentów z CRPS (zespół złożonego bólu regionalnego) zazwyczaj stosujemy trzy infuzje tygodniowo. Po około trzech tygodniach seria jest zakończona, a następnie sprawdzamy efekt. Starsi pacjenci z przewlekłym bólem otrzymują infuzje rzadziej: raz lub dwa razy w tygodniu przez pięć do dziesięciu tygodni. Następnie co około sześć tygodni podajemy infuzję podtrzymującą. W przeciwieństwie do obszaru Lifestyle, gdzie zazwyczaj w ciągu dwóch tygodni podaje się dziesięć infuzji, a następnie następuje roczna przerwa, stawiamy na łagodniejszą i bardziej ciągłą opiekę. Dla wielu naszych pacjentów intensywny schemat Lifestyle byłby zbyt mocny i zbyt szybki. Pacjenci z przewlekłym bólem przechodzą powolną fazę budowania tolerancji z infuzjami wzmacniającymi, a następnie regularnymi infuzjami podtrzymującymi, bez powtarzania całych serii. Pacjenci z ostrymi zespołami bólowymi, u których następuje poprawa, mogą otrzymać nową serię po około roku. Terapia jest dostosowywana indywidualnie w oparciu o daną chorobę podstawową, jej przyczynę i stopień nasilenia. W ten sposób leczymy również pacjentów z nowotworami, którzy przechodzą aktywną chemioterapię i cierpią na bóle nowotworowe lub polineuropatie wywołane chemioterapią. Pacjenci ci otrzymują w ramach wsparcia wlewy NAD⁺, aby uzupełnić swoje zapasy energii i lepiej radzić sobie z chemioterapią. Podczas chemioterapii co cztery do sześciu tygodni otrzymują wlew regeneracyjny, a w razie potrzeby nawet co dwa tygodnie. W ten sposób na przykład pacjenci z rakiem trzustki odnoszą korzyści z regularnych wlewów, które poprawiają ich jakość życia”.
Skuteczność terapii mierzy się na podstawie zmniejszenia bólu, poprawy jakości życia oraz złagodzenia dolegliwości, takich jak zmęczenie lub objawy skórne. Terapia NAD+ nie zastępuje innych form leczenia, lecz je wspiera.
Koszty infuzji NAD⁺ zazwyczaj nie są pokrywane przez publiczne kasy chorych. Prywatne ubezpieczenia zdrowotne zazwyczaj pokrywają koszty infuzji i związanych z nimi usług medycznych, jednak w zależności od ubezpieczyciela może się różnić, czy preparat NAD⁺ jest uznawany za lek.
Prof. dr Wiese wyjaśnia: „Ponieważ roztwór do infuzji jest lekiem dostępnym wyłącznie w aptekach i wymagającym recepty – a nie suplementem diety – należy to wcześniej wyjaśnić z odpowiednim prywatnym ubezpieczycielem. Co ciekawe, instytucje zapewniające dodatki do wynagrodzeń zazwyczaj bez problemu pokrywają koszty. Stowarzyszenia zawodowe są gotowe pokryć koszty po konsultacji. Jednak nie prowadzimy ambulatorium chorób zawodowych na dużą skalę, a takich pacjentów przyjmujemy wyłącznie na indywidualne skierowanie. Jeśli uznamy, że terapia NAD⁺ jest wskazana dla danego pacjenta, proponujemy to stowarzyszeniu zawodowemu i wspólnie wyjaśniamy kwestię kosztów.
Jak dotąd wszystkie te wnioski zostały zatwierdzone przez stowarzyszenie zawodowe. W obszarze stylu życia koszty jednej infuzji wynoszą obecnie od około 349 do 499 euro, w zależności od dawki i dostawcy. Na przykład terapię tę oferuje również Klinika Uniwersytecka w Hamburgu-Eppendorfie. Dzięki współpracy z NAD Clinic udało nam się znacznie obniżyć koszty. Wcześniej koszty materiałów wynosiły od 100 do 200 euro za infuzję, w zależności od dawki (125 mg lub 250 mg NAD⁺). Obecnie pozyskujemy NAD⁺ za około 50 do 60 euro za infuzję. Dla pacjentów, którzy chcą pokryć koszty leczenia samodzielnie, koszt wynosi około 199 euro za infuzję. Oznacza to, że można zarezerwować leczenie tak samo łatwo, jak np. zatankować na stacji benzynowej, oczywiście tylko wtedy, gdy jest się do tego kwalifikowanym. W przeciwieństwie do miejsc takich jak Dubaj, gdzie infuzje NAD⁺ można zamówić bezpośrednio do pokoju hotelowego i gdzie kosztują one około 700 euro za infuzję, oferujemy rzetelne leczenie pod nadzorem medycznym po znacznie niższych cenach” i dodaje jeszcze jedną ważną informację dotyczącą infuzji w gabinecie:
„Po 90-minutowym wlewie pacjent zazwyczaj może od razu wrócić do domu. W zależności od samopoczucia istnieje możliwość wypicia filiżanki kawy i odpoczynku przez pół godziny. Większość pacjentów opuszcza jednak gabinet bezpośrednio po wlewie i samodzielnie wraca do domu samochodem. Procedurę tę można opisać jako „Energy to go”. W przypadku pacjentów z długotrwałym COVID-19 należy jednak zachować szczególną ostrożność. Nawet jeśli po infuzji odczuwają oni zwiększony potencjał energetyczny, powinni oszczędzać siły. Często u osób z długotrwałym COVID-19 po fazie zwiększonej aktywności pojawia się silne wyczerpanie. Dlatego ważne jest, aby delikatnie wspierać tych pacjentów i uświadamiać im, że nie powinni nadmiernie wykorzystywać swojego zwiększonego poziomu energii, aby uniknąć nawrotów lub pogorszenia stanu zdrowia”.
Większość pacjentów zgłasza odczuwalną zmianę po trzeciej do piątej infuzji. Ponadto mogą ulec poprawie również inne aspekty, takie jak czujność i jakość snu. Chociaż na pierwszy rzut oka może się to wydawać sprzeczne, oba efekty często występują razem.
„Ponadto bliscy często zauważają, że pacjent „wydaje się bardziej czujny”, jest „bardziej mobilny” lub „wygląda zupełnie inaczej”. Czasami nie potrafią tego dokładnie opisać słowami, ale odczuwają ogólną poprawę jakości życia. Zgłaszają to głównie bliscy, nie zawsze sami pacjenci. W przypadku zespołów chronicznego zmęczenia, pacjentów z chorobą Parkinsona lub stwardnieniem rozsianym jest to również dobrze mierzalne: zazwyczaj doświadczają oni mniej nawrotów choroby lub stabilizacji swojego stanu. Należy jednak podkreślić, że NAD⁺ nie zapewnia wyleczenia – nie jest to magia. Nie leczy on choroby Parkinsona ani stwardnienia rozsianego. Jest to opcja wspomagająca, mająca na celu poprawę stanu zdrowia lub przynajmniej utrzymanie go w stabilnym stanie.
Pacjenci sami zauważają, że ich bóle nerwowe lub polineuropatia słabną, że bóle osiągają inny, zazwyczaj niższy poziom. Te opinie zbieramy również podczas wizyt kontrolnych. Ciekawą obserwacją jest to, że wiele osób w pewnym momencie w ogóle nie dostrzega już świadomie poprawy – poprawa staje się „nową normą”. Dlatego ważne jest, aby uczciwie dokumentować te zmiany i regularnie je wspólnie weryfikować. W ten sposób wyraźnie widać, że osiągnięto poprawę, nawet jeśli sam pacjent ma wrażenie, że już nic nie czuje. Czasami po prostu nie jest możliwa dalsza poprawa, ale przynajmniej można utrzymać osiągnięty poziom” – stwierdza prof. dr Wiese.
W przypadku dzieci i młodzieży terapia jest stosowana z rezerwą. Jednak w przypadku ciężkich chorób, takich jak wyraźny CRPS lub stwardnienie rozsiane, można ją zalecić w pojedynczych przypadkach, nawet jeśli pamięć prawdopodobnie jest jeszcze wystarczająco wypełniona. Decyzja jest podejmowana indywidualnie w porozumieniu z osobami dotkniętymi chorobą i ich rodzicami, aby sprawdzić potencjalne korzyści z leczenia.
Konieczna jest współpraca interdyscyplinarna – kompleksowa i dla dobra pacjenta. Nie może chodzić o osobiste rywalizacje czy obsesję na punkcie własnego wizerunku, ale o zapewnienie zawsze doskonałej opieki nad pacjentem.
„Właśnie mam pacjentkę z rakiem oskrzeli, która bardzo nam ufa, ale nadal jest sceptyczna wobec onkologa. Wątpi w zalecaną chemioterapię. Z medycznego punktu widzenia wiem, że chemioterapia będzie dla niej wyzwaniem, ale oferuje również dobrą szansę na jakość życia i jest sensowna jako terapia wspomagająca. Nigdy nie doradziłbym jej, aby odrzuciła chemioterapię i polegała wyłącznie na alternatywnych metodach leczenia. Zamiast tego proponuję jej, że będę jej jak najlepiej towarzyszyć podczas chemioterapii. To jest cel – ramię w ramię dla dobra pacjenta. Niestety w Niemczech bywa to trudne, bo każdy „gotuje na własną rękę” i nie pozwala innym zajrzeć do swoich kart ani współdecydować. W ten sposób często gubi się wspólny cel. To problem, który bardzo mi leży na sercu. Jeśli jest ktoś, kto lepiej przeprowadza dane leczenie, chętnie zalecam konsultację z tą osobą. Na sali operacyjnej postępuję dokładnie tak samo: są koledzy, którzy lepiej opanowali określone procedury, i pytam pacjenta, czy nie wolałby, aby to właśnie ten kolega przejął leczenie. Jak dotąd zawsze spotykało się to z aprobatą”, podkreśla z naciskiem prof. dr Wiese, i tym samym kończymy tę interesującą rozmowę.
Serdecznie dziękujemy, profesorze dr Wiese, za informacje na temat tej tak obiecującej terapii przeciwbólowej!
Udostępnij artykuł
Wywiady z ekspertami
Przeczytaj następnie
- Wywiady z ekspertami
Wywiad z ekspertem – profesorem dr. med. Karlem Philippem Kutznerem
11 wrz 2026
Prof. Kutzner o najnowocześniejszej endoprotezoplastyce w ENDOPROTHETICUM w Moguncji
Czytaj dalej - Wywiady z ekspertami
Wywiad z ekspertem – dr med. Emanuelem Stutzem
9 wrz 2026
Leczenie nowotworów metodą hipertermii
Czytaj dalej - Wywiady z ekspertami
Wywiad z ekspertem – dr. med. Moustafą Elshafei, FACS
7 wrz 2026
Rak jelita grubego w centrum uwagi: wcześniejsze wykrywanie, skuteczniejsze leczenie – o szansach i nowoczesnej medycynie
Czytaj dalej



