Dr med. Volker Fackeldey kieruje renomowanym Centrum Leczenia Przepuklin w Maindreieck w Klinice Kitzinger Land, które pod jego kierownictwem stało się znaczącą placówką zajmującą się przepuklinami ściany brzucha w regionie Würzburga i poza nim. Już w 2013 roku zostało ono wyróżnione jako jedno z pierwszych ośrodków w Niemczech jako centrum kompetencji w zakresie chirurgii przepuklin – co świadczy o najwyższej jakości opieki nad pacjentami.
Dr Fackeldey stosuje konsekwentnie indywidualne podejście: każda przepuklina jelitowa jest leczona zgodnie z indywidualnie dostosowaną koncepcją operacyjną („tailored approach”), zgodnie z zaleceniami Niemieckiego Towarzystwa Przepuklinowego. Ten specjalista w dziedzinie chirurgii ogólnej i jamy brzusznej oraz chirurgii jamy brzusznej posiada dodatkowe specjalizacje w medycynie sportowej, proktologii, chiropraktyce oraz europejskiej koloproktologii (EBSQ). Jego szeroki zakres działalności obejmuje, oprócz chirurgii przepuklin, również zabiegi na woreczku żółciowym, jelitach i wyrostku robaczkowym, a także leczenie nietrzymania moczu.
W leczeniu przepuklin dr Fackeldey opanował wszystkie popularne procedury – od technik minimalnie inwazyjnych, takich jak TAPP i IPOM, poprzez zabiegi otwarte według metod Shouldice'a i Lichtensteina, aż po specjalistyczne metody leczenia przepuklin bliznowatych. Jednym z głównych obszarów zainteresowań jest wykorzystanie najnowocześniejszych technologii, takich jak laparoskopia 3D, która umożliwia szczególnie precyzyjne, delikatne i niemal bezbliznowe zabiegi. Wyposażenie techniczne centrum w wieżę wideo 3D i innowacyjne instrumenty podkreśla wysokie standardy jakości. W sferze naukowej dr Fackeldey działa w kilku krajowych stowarzyszeniach specjalistycznych i gremiach ekspertów oraz utrzymuje kontakt z kolegami, aby zawsze być na bieżąco z najnowszymi osiągnięciami badań.
Centrum Leczenia Przepuklin jest również popularnym ośrodkiem stażowym dla lekarzy z całego obszaru niemieckojęzycznego. Pacjenci korzystają z doskonałej opieki pooperacyjnej, w tym z bezpłatnej, na życzenie, wizyty kontrolnej sześć miesięcy po zabiegu. Dr Fackeldey jest synonimem nowoczesnej, odpowiedzialnej medycyny na najwyższym poziomie i oferuje pacjentom z przepuklinami ściany brzucha niezawodne miejsce w jednej z wiodących placówek w Niemczech.
Z niepokojem obserwuje skutki obecnych zmian w systemie opieki zdrowotnej – zwłaszcza dla mniejszych klinik – o czym rozmawiała z nim redakcja Leading Medicine Guide.
Reforma służby zdrowia niesie ze sobą daleko idące zmiany dla całego systemu opieki zdrowotnej – jednak skutki są szczególnie odczuwalne w przypadku mniejszych i średnich klinik. Celem reformy jest zapewnienie opieki medycznej na przyszłość, zagwarantowanie jakości i kontrola kosztów. Jednak właśnie placówki o ograniczonych zasobach finansowych i kadrowych znajdują się w związku z tym pod coraz większą presją. Wiele mniejszych klinik pełni ważne zadania opieki zdrowotnej w regionach wiejskich lub słabo rozwiniętych, ale stoją one teraz przed wyzwaniem spełnienia nowych wymagań w takich obszarach, jak zapewnienie jakości, cyfryzacja czy standardy kadrowe – bez narażania swojej rentowności. Reforma rodzi zatem kluczowe pytania: w jaki sposób kliniki te mogą przetrwać, nie tracąc swojej roli w opiece medycznej w pobliżu miejsca zamieszkania? Jak pogodzić rentowność z dobrem pacjentów?
Obecna reforma służby zdrowia stawia przed małymi i średnimi klinikami świadczącymi podstawową i standardową opiekę zdrowotną poważne wyzwania. Szczególnie problematyczne jest wprowadzenie nowych grup świadczeń i związane z tym przejście na ryczałty za gotowość, ponieważ są one często powiązane z warunkami strukturalnymi, takimi jak określona liczba przypadków, duża liczba specjalistów lub specjalistyczne wyposażenie techniczne, których wiele mniejszych placówek nie jest w stanie spełnić.
„Konkretnym wyzwaniem dla małych i średnich klinik jest po prostu przetrwanie. Po tym, jak w zeszłym roku ustawa została przyjęta przez Bundestag i Bundesrat, liczyliśmy na pewność planowania. Jednak w obecnym porozumieniu koalicyjnym zapisano, że ustawa ta ma zostać zmieniona do lata, co ponownie powoduje niepewność. W regionie kilka klinik już zostało zamkniętych lub jest bliskich zamknięcia, co jest zgodne z intencjami politycznymi. Ustawa sprawi, że wiele małych placówek nie przetrwa. Nawet jeśli istnieją dobre pomysły, wdrażanie ustawy pod kierownictwem nadal urzędującego ministra zdrowia Karla Lauterbacha często można uznać za katastrofalne. Konkretnym przykładem tych nieprawidłowości jest regulacja dotycząca grup świadczeń. Zdecydowano, że nie wszystkie kliniki mogą świadczyć wszystkie usługi. Wprowadzono na przykład grupę świadczeń dotyczącą głębokich resekcji odbytnicy w przypadku nowotworów złośliwych. Pierwotnym planem było, aby tylko certyfikowane ośrodki mogły nadal wykonywać te zabiegi w celu zapewnienia jakości. Jednak Lauterbach postanowił skupić się na ilości wykonywanych zabiegów. Obecnie kliniki w danym regionie muszą wykonywać co najmniej 15 procent całkowitej liczby tych zabiegów, niezależnie od posiadanej certyfikacji. Pomija się jednak fakt, że w małych klinikach często tylko 1-2 chirurgów wykonuje te złożone zabiegi, podczas gdy w dużych klinikach często jest ich bardzo wielu. „Liczba operacji powinna być oceniana na jednego chirurga, a nie tylko na jedną klinikę” – wyjaśnia dr Fackeldey na początku naszej rozmowy i dodaje:
„Kolejnym problemem jest planowane wdrożenie grup świadczeń. W Nadrenii Północnej-Westfalii przeprowadzono proces wspierany politycznie przez Karla-Josefa Laumanna (ministra pracy, zdrowia i spraw społecznych kraju związkowego Nadrenia Północna-Westfalia), w ramach którego podczas konferencji regionalnych dyskutowano, które kliniki mogą nadal oferować jakie usługi. Mimo to w Nadrenii Północnej-Westfalii toczy się wiele spraw sądowych. W przyszłości decyzje w tej sprawie ma w większości podejmować MDK (Służba Medyczna Ubezpieczeń Zdrowotnych). Doprowadzi to do kolejnych konfliktów. Problem ten ujawnia się również w przypadku certyfikacji stowarzyszeń specjalistycznych, która ma zapewnić wysoką jakość opieki. Skupienie się Lauterbacha na ilości przy przyznawaniu grup świadczeń nie uwzględnia jednak znaczenia indywidualnej wiedzy specjalistycznej i doświadczenia chirurgów, które mogłyby być zapewnione poprzez certyfikacje stowarzyszeń specjalistycznych i ośrodków onkologicznych. Kolejnym poważnym problemem są nowe zasady podejmowania decyzji przez G-BA (Wspólna Komisja Federalna, najważniejszy organ decyzyjny w niemieckiej służbie zdrowia): aby móc wykonywać onkologiczną chirurgię jelita grubego, kliniki będą musiały w przyszłości przeprowadzać 20 operacji odbytnicy i 30 operacji jelita grubego rocznie. Jeśli klinika straci uprawnienia do wykonywania głębokiej resekcji odbytnicy, straci również uprawnienia do operacji okrężnicy. Oznacza to, że tylko kilkaset klinik w Niemczech mogłoby wykonywać te zabiegi, co doprowadziłoby do ogromnego przeciążenia pozostałych placówek. „Możliwości nie byłyby wystarczające, aby zaspokoić zapotrzebowanie, a średnie placówki zostałyby wykluczone z systemu opieki”.
Rozdzielenie systemów rozliczeniowych między opieką szpitalną a ambulatoryjną ma bardzo negatywny wpływ na wydajność i rentowność mniejszych i średnich klinik.
Ta sztuczna granica systemowa prowadzi w praktyce do tego, że usługi medyczne często nie są świadczone tam, gdzie byłoby to najbardziej sensowne i ekonomiczne dla pacjentów, ale tam, gdzie jest to możliwe z punktu widzenia rozliczeń lub gdzie wynagrodzenie jest wyższe. Kliniki, które zasadniczo byłyby w stanie wykonywać określone zabiegi ambulatoryjne w sposób wydajny i o wysokiej jakości, są w tym ograniczane przez obecne rozróżnienie – na przykład dlatego, że nie posiadają siedziby lekarza kasy chorych lub ponieważ rozliczenia ambulatoryjne w sektorze szpitalnym są strukturalnie dyskryminowane.
Dr Fackeldey wyjaśnia: „Rozliczenia w systemie opieki zdrowotnej są obecnie bardzo złożone i obejmują trzy główne rodzaje: rozliczenia ambulatoryjne według EBM, hybrydowe DRG, czyli rozliczenia międzysektorowe, oraz rozliczenia szpitalne. Okazuje się jednak, że popełniane są błędy na różnych poziomach – zarówno politycznych, jak i wewnątrz samej kliniki. Nawet jeśli w wielu placówkach rolę odgrywają niegospodarność i błędne decyzje, to w niektórych przypadkach nie jest to wystarczająco poruszane. Konkretnym przykładem jest hybrydowy system DRG, który został wprowadzony w zeszłym roku. Prowadzi to do utraty przychodów w wysokości ponad pół miliona euro w oddziale. Pierwotnie hybrydowy system DRG był dotacją dla lekarzy prowadzących prywatną praktykę, ponieważ otrzymywali oni znacznie więcej pieniędzy za tę samą operację i mogli również rozliczać oddzielnie dodatkowe usługi, takie jak leczenie przed- i pooperacyjne. Kliniki, takie jak ta, otrzymują za to jedynie ryczałt, który jest znacznie niższy – na przykład około 800 do 1000 euro mniej za przepuklinę pachwinową. Przy liczbie zabiegów wykonywanych tutaj kwota ta sumuje się do znacznej sumy. Niektóre zabiegi, takie jak przepuklina pępkowa metodą laparoskopową, są co prawda lepiej wynagradzane, ale ogólnie rzecz biorąc, z powodu tych przepisów oddział ma znacznie mniejsze przychody”.
Kolejnym błędem, który dotyczy kliniki, jest brak siedziby lekarza kas chorych, czyli centrum opieki medycznej (MVZ) dla chirurgii. Zostało to określone jako ewidentna błędna decyzja, ponieważ centrum opieki medycznej umożliwiłoby klinice lepsze pozycjonowanie się w rozliczeniach ambulatoryjnych i tym samym generowanie dodatkowych środków. Jest to szczególnie istotne dla małych i średnich klinik, które muszą lepiej dostosować swoją opiekę ambulatoryjną, aby zrekompensować deficyty.
„W przyszłości zostanie wprowadzona tzw. ryczałtowa opłata za utrzymywanie zdolności, DRG (Diagnosis-Related Groups) zostaną jeszcze bardziej zredukowane, a za utrzymywanie zdolności będą wypłacane ryczałty. Oczekuje się jednak, że ryczałty te nie będą wystarczające i zostaną powiązane z liczbą przypadków szpitalnych. Kliniki muszą w tym roku obsłużyć jak najwięcej przypadków, aby uzyskać dobrą stawkę ryczałtową za utrzymanie zdolności w 2027 roku. Nie rozumiem tego podejścia. W 2027 roku będziemy mieli zupełnie inne struktury kosztów i zupełnie inne grupy usług. Usługi świadczone dzisiaj mogą wtedy nie być już dopuszczalne i zostaną wyłączone z obliczeń. Jednocześnie do tego czasu mogą pojawić się nowe usługi, których obecnie nie wolno jeszcze świadczyć. Oznacza to ponownie ogromny nakład biurokratyczny. Uważam zatem, że planowane powiązanie z tegorocznymi przychodami z DRG jest zasadniczo błędne. Kolejnym problemem dla kliniki są skutki okresu pandemii koronawirusa. Niektóre oddziały mają trudności z osiągnięciem wyników sprzed pandemii. Nasz oddział jest jednak dobrze przygotowany i ma przewagę dzięki dużemu obszarowi działania oraz współpracy, na przykład z Leading Medicine Guide – podkreśla dr Fackeldey.
Przejście na opiekę ambulatoryjną, zwłaszcza w przypadku mniejszych klinik, często nie jest w wystarczającym stopniu realizowane, mimo że byłby to ważny krok w kierunku lepszej pozycji na rynku opieki zdrowotnej.
„Niektóre kliniki wykupiły już miejsca lekarzy kontraktowych i utworzyły centra medyczne (MVZ), aby zoptymalizować opiekę ambulatoryjną, tak jak to zrobiono w naszej klinice, na przykład w medycynie wewnętrznej, anestezjologii czy ginekologii. Jednak w chirurgii ta szansa została zaprzepaszczona – była to błędna decyzja kierownictwa kliniki. Decyzja ta kosztuje oddział znaczną kwotę rocznie i pozbawia go korzyści w postaci lepszej sytuacji finansowej oraz ściślejszej integracji opieki ambulatoryjnej i szpitalnej. Brak centrum medycznego (MVZ) powoduje, że do kliniki trafiają pacjenci, którzy w rzeczywistości nie powinni być tam leczeni, co z kolei obciąża strukturę kosztów. W klinice posiadającej centrum medyczne (MVZ) ta część ambulatoryjna mogłaby być lepiej zorganizowana. Centrum medyczne (MVZ) wymaga własnych pomieszczeń i musi być wyraźnie oddzielone od oddziału szpitalnego. Należy również podzielić zasoby kadrowe, co oznacza, że starsi lekarze nie będą już mieli pełnego etatu w klinice, ale będą musieli dzielić swój czas. „Chociaż taki podział zasobów wiąże się z wyzwaniami organizacyjnymi, to jednak w dłuższej perspektywie przeważają korzyści” – wyjaśnia dr Fackeldey, komentując nadmierną biurokrację:
„Kolejnym poważnym problemem są przeszkody biurokratyczne w służbie zdrowia. Obowiązki związane z dokumentacją i związane z tym zadania pochłaniają dużo czasu, który w rzeczywistości powinien być poświęcony pacjentom. Pomimo tego, że szpital jest dobrze zdigitalizowany, często brakuje interfejsów między różnymi systemami. W związku z tym dane muszą być wprowadzane wielokrotnie, co jest nie tylko nieefektywne, ale także powoduje dodatkowy nakład pracy. Ochrona danych jest oczywiście ważna, ale brak integracji systemów utrudnia pracę i prowadzi do niepotrzebnego dodatkowego nakładu pracy. Powolny postęp we wprowadzaniu elektronicznej dokumentacji medycznej pacjenta jest przeszkodą. Pomimo zapowiedzi trwających od dziesięcioleci nadal nie ma sprawnych rozwiązań, które umożliwiałyby łatwą wymianę danych pacjentów między lekarzami. Jest to szczególnie problematyczne w przypadku złożonych schorzeń, gdzie szybkie i nieskomplikowane przekazywanie informacji między różnymi specjalizacjami byłoby niezbędne, aby zapewnić pacjentowi optymalną pomoc”. Podsumowując, czynniki te sprawiają, że wiele mniejszych placówek szpitalnych ledwo wiąże się finansowo. Ryzyko coraz większego ograniczenia opieki szpitalnej na obszarach wiejskich jest zatem realne i bezpośrednie.
Grupy świadczeń i nowe modele wynagrodzeń odgrywają kluczową rolę w ocenie przyszłości średnich szpitali – w znacznym stopniu decydują one o tym, które placówki będą mogły w przyszłości w ogóle świadczyć określone usługi medyczne oraz w jaki sposób usługi te będą finansowane.
Dr Fackeldey wyjaśnia: „Aby osiągnąć prawdziwy postęp w służbie zdrowia, należy rozwiązać podstawowy problem wynagrodzeń, ponieważ kliniki mają inną strukturę kosztów niż gabinety lekarskie. Szpitale przez lata nie otrzymywały wyrównania inflacyjnego, co spowodowało deficyt strukturalny. Ważny projekt ustawy przewiduje, że kliniki będą mogły lepiej pozycjonować się w sektorze ambulatoryjnym, jeśli złożą wniosek o upoważnienie. Procedura ta zależy jednak od kas chorych (KV), które często kierują się własnymi interesami. Potrzebne jest tutaj uregulowanie prawne, które automatycznie zapewni szpitalom zezwolenie dla ich oddziałów specjalistycznych. Ponadto, moim zdaniem, klinikom brakuje silnego lobby, podczas gdy lekarze prywatni i kasy chorych mają lepsze powiązania. Kliniki są często postrzegane jako czynnik generujący koszty, co osłabia ich pozycję w dyskusjach politycznych – przy czym również lekarze prywatni przyczyniają się do dużej liczby operacji”, i dodaje:
„Pomimo presji ekonomicznej po obu stronach podejście ustawy polegające na ograniczeniu liczby operacji jest zrozumiałe. Celem jest wykonywanie wyłącznie zabiegów medycznie koniecznych oraz wzmocnienie konserwatywnych metod leczenia – zgodnie z międzynarodowymi standardami, gdzie przeprowadza się znacznie mniej operacji. Kliniki, które nie spełniają wymaganych kryteriów, takich jak liczba specjalistów, liczba przypadków lub wyposażenie techniczne, grozi wykluczenie z ważnych obszarów opieki. Zagraża to ich rentowności i roli jako lokalnych filarów opieki, szczególnie na obszarach wiejskich. Szczególnie dotknięte są tym średniej wielkości kliniki, które pełnią funkcję pomostową między opieką podstawową a maksymalną. Nowe modele wynagrodzeń, oparte na ryczałtach za gotowość, zapoczątkowują odejście od systemu DRG opartego na ilości: szpitale otrzymują płatności za udostępnione struktury, niezależnie od liczby przypadków. Stwarza to szanse – na przykład w zakresie opieki w nagłych wypadkach lub położnictwa – ale zależy w decydującym stopniu od wysokości i warunków tych ryczałtów. Jeśli są one zbyt niskie lub zbyt restrykcyjne, kliniki o słabej kondycji ekonomicznej znajdą się pod jeszcze większą presją”.
Obecne reformy w służbie zdrowia stwarzają szanse dla mniejszych klinik, zwłaszcza poprzez specjalizację i współpracę. Jedną z głównych możliwości, jakie się przed nimi otwierają, jest specjalizacja w określonych obszarach leczenia lub usługach medycznych.
Możliwym rozwiązaniem dla mniejszych klinik mogłaby być fuzja z sąsiednimi placówkami. Fuzja ta umożliwiłaby placówkom specjalizację w określonych dziedzinach i tym samym wykorzystanie efektów synergii. „Obecnie jedna z klinik prowadzi negocjacje w sprawie fuzji z sąsiednią placówką w celu zwiększenia efektywności. Obie kliniki zmniejszą liczbę łóżek i będą próbowały zoptymalizować swoje struktury. Problem z tą fuzją polega jednak na tym, że pomimo planowanego połączenia wiele równoległych struktur ma zostać zachowanych. Wynika to z wymogów politycznych, które utrudniają restrukturyzację klinik w sposób ekonomicznie uzasadniony. W idealnej fuzji obszary operacyjne skoncentrowałyby się w jednej klinice, podczas gdy druga klinika wyspecjalizowałaby się w innych dziedzinach, takich jak geriatria. Obecnie jednak przeszkody polityczne i administracyjne uniemożliwiają taką restrukturyzację. Sama fuzja dałaby uczestniczącym w niej klinikom szansę na bardziej wydajną pracę i przetrwanie w dłuższej perspektywie. Jednak obecny kierunek działań może jedynie doprowadzić do przedłużenia „procesu zamykania”, bez osiągnięcia rzeczywistej poprawy. „Jest to szczególnie problematyczne, ponieważ obie placówki borykają się z deficytem sięgającym kilku milionów, a planowane zmiany strukturalne w niewielkim stopniu przyczyniają się do rozwiązania podstawowych problemów finansowych” – wyjaśnia dr Fackeldey.
Zamknięcie klinik na obszarach wiejskich często oznacza, że pacjenci muszą pokonywać duże odległości, aby uzyskać niezbędne leczenie. W wielu przypadkach może to być odległość od 50 do 70 kilometrów, co stanowi duże wyzwanie dla osób starszych lub chorych.
Dr Fackeldey dodaje: „Rozsądnym rozwiązaniem mogłoby być takie zorganizowanie istniejących klinik, aby oferowały one tylko najbardziej niezbędne usługi, takie jak medycyna ratunkowa oraz podstawowa opieka chirurgiczna i internistyczna, podczas gdy leczenie specjalistyczne byłoby skoncentrowane w większych ośrodkach. Takie podejście jest zresztą zgodne z duchem ustawy. Niemniej jednak również te kliniki powinny mieć możliwość kontynuowania dotychczasowej działalności. Kolejną ważną kwestią jest to, że wiele osób starszych i chorych nie jest w stanie samodzielnie zorganizować sobie opieki medycznej. W takich sytuacjach często korzystają one z pomocy pogotowia ratunkowego, co dodatkowo je przeciąża. Inną możliwością byłoby przekształcenie zamkniętych szpitali w placówki opiekuńcze, aby zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na miejsca opieki i zapewnić opiekę pacjentom. Również w sektorze opieki występuje znaczny niedobór personelu, co dodatkowo pogarsza sytuację. Dlatego też, aby sprostać tym wyzwaniom, konieczna może być ściślejsza współpraca między placówkami służby zdrowia a placówkami opieki”.
Obecna sytuacja w służbie zdrowia pokazuje, że nadchodzące lata będą niezwykle trudne zarówno dla klinik, jak i dla całej opieki zdrowotnej.
„Nadchodzące lata będą niezwykle trudne i wymagające, a towarzyszyć im będzie wiele zamknięć szpitali. Obecnie chodzi przede wszystkim o to, by wytrwać, aby znaleźć się wśród tych, którzy przetrwają. Szczególnie trudna sytuacja dotyczy placówek wyznaniowych i publicznych, ponieważ w nadchodzących latach powiaty będą musiały zmierzyć się z poważnymi wyzwaniami finansowymi i wiele z nich po prostu nie będzie już w stanie zapewnić niezbędnych dotacji w wysokości milionów. Nadchodzące lata pozostają niepewne, przede wszystkim ze względu na niejasne zmiany w prawie. Ogłoszono już okres przejściowy do 1 stycznia 2028 r. i do tego czasu nie jest jasne, jak sytuacja będzie się dalej rozwijać. W konsekwencji planowane fuzje i decyzje strukturalne są opóźniane, ponieważ do lata nie należy spodziewać się jasnych informacji. Jeśli chodzi o młodych lekarzy, niepewność ma również negatywny wpływ na ich perspektywy. Wielu przyszłych lekarzy stoi przed wyzwaniem, że kliniki nie mogą dać im konkretnych obietnic, ponieważ nie jest jasne, jak potoczą się losy tych placówek. „Ta niepewność i brak planowania prowadzą do frustracji i zniechęcają wielu młodych lekarzy do kontynuowania kariery w szpitalu” – mówi dr Fackeldey.
Wyzwania w niemieckiej służbie zdrowia są różnorodne, zwłaszcza dla mniejszych placówek na obszarach wiejskich. Istnieje pilna potrzeba reform, które umożliwią lepsze finansowanie i zrównoważoną strukturę szpitali.
„W Niemczech często brakuje ducha zespołowego i wymiany doświadczeń, co z pewnością wynika również z mentalności. W porównaniu z tym kraje skandynawskie, takie jak Dania, radzą sobie lepiej, stawiając bardziej na współpracę, a mniej na samozadowolenie. Kolejnym problemem w obecnym prawie jest ograniczenie budżetu na opiekę, co prowadzi do tego, że wiele kosztów z sektora opieki jest ponownie przenoszonych na budżet ogólny. Brakuje również budżetu lekarskiego, który mógłby w sensowny sposób odciążyć finanse kliniki. Budżet opieki wprowadzony kilka lat temu ma zostać ponownie ograniczony. Aby poprawić strukturę kosztów, sensowne byłoby wprowadzenie ryczałtu rezerwowego, obliczanego niezależnie od przychodów z DRG. Szczególnie w przypadku centralnego oddziału ratunkowego na obszarach wiejskich, który musi być otwarty przez całą dobę, koszty są wysokie i powinny być pokrywane w całości, a nie tylko proporcjonalnie. „Jeśli taki oddział ratunkowy jest potrzebny, powinien być również w pełni opłacany, bez uzależnienia od innych przychodów z DRG” – stwierdza dr Fackeldey i podkreśla jeszcze jeden punkt widzenia:
„Małe placówki szpitalne na obszarach wiejskich powinny zostać przekształcone w duże polikliniki z łóżkami szpitalnymi i szeroką ofertą ambulatoryjną. W tym celu należy automatycznie przyznać im uprawnienia do prowadzenia działalności ambulatoryjnej, niezależnie od samorządów lokalnych. Kolejna potrzeba reform dotyczy wyrównania inflacyjnego: podczas gdy pracownicy otrzymali podwyżki, kliniki poniosły dodatkowe koszty, co spowodowało ogromne niedofinansowanie. W tej kwestii pojawiają się jednak pozytywne sygnały ze strony polityków. Specjalizacje małych klinik są trudne do zrealizowania w ramach grup świadczeń, ponieważ wysokie wymagania kadrowe, takie jak na przykład pięciu kardiologów w kardiologii interwencyjnej, stanowią zbyt duże obciążenie finansowe dla małych placówek. Współpraca i fuzje mogą być sensowne, jeśli są dobrze wdrożone. Podstawowe struktury nowej ustawy wydają się być ustalone; wprowadzenie grup świadczeń ma zasadniczo sens, o ile w centrum uwagi znajdują się kryteria jakości, a nie sama ilość. Kliniki, które wykonują dobrą pracę i posiadają certyfikaty, powinny nadal mieć możliwość oferowania tych usług. Decydujące znaczenie ma jednak motywacja pracowników, co w obliczu obecnej frustracji stanowi duże wyzwanie”.
Serdecznie dziękujemy, panie doktorze Fackeldey, za tę dyskusję polityczną!
