Mięsaki należą do najrzadszych rodzajów nowotworów – i właśnie to sprawia, że są one tak trudne do leczenia. Są to nowotwory złośliwe, które mogą powstawać w tkankach miękkich lub kościach i występować w dowolnym miejscu ciała. W Niemczech każdego roku na mięsaka zapada około 2500–3200 osób, co stanowi około 1% wszystkich nowych zachorowań na nowotwory. Pomimo swojej rzadkości ta grupa nowotworów obejmuje ponad 100 różnych podtypów, które znacznie różnią się pod względem zachowania, wzrostu i terapii. Wczesna diagnoza i leczenie w specjalistycznych ośrodkach mają zatem decydujące znaczenie dla rokowań.
Redakcja Leading Medicine Guide miała okazję porozmawiać z panią profesor dr Tonus, która w Centrum Sarkomów w Hamburgu oferuje radioterapię śródoperacyjną i jest jedną z najważniejszych ekspertów w tej dziedzinie.

Lokalizacja mięsaka często ma większy wpływ na strategię chirurgiczną niż jakakolwiek inna cecha guza – czasami nawet większy niż jego wielkość czy zachowanie biologiczne. Jeśli mięsak znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie nerwów, dużych naczyń krwionośnych lub wrażliwych narządów, zmienia to całe planowanie operacyjne, ponieważ konieczne jest znalezienie delikatnej równowagi między radykalnością onkologiczną a zachowaniem funkcji.
„Diagnoza jest tak trudna, ponieważ mamy do czynienia z prawdziwą chorobą rzadką – schorzeniem, które występuje niezwykle rzadko. Częstość występowania wynosi zaledwie około trzech do pięciu przypadków na 100 000 osób. Jeśli przyjąć średnią wartość czterech przypadków na 100 000 i przeliczyć to metodą proporcji na populację liczącą około 80 milionów, otrzymujemy liczbę około 2500 do 3200 nowych zachorowań rocznie. W zależności od tego, jaką wartość zachorowalności przyjmiemy za podstawę i jaką liczbę ludności założymy, liczba przypadków w Niemczech wynosi więc gdzieś między 3000 a 4000 rocznie. Mamy więc do czynienia z czymś, co jest nie tylko rzadkie, ale dodatkowo stanowi wyzwanie ze względu na swoją ogromną różnorodność – znanych jest ponad 200 różnych rodzajów. Liczba ta nadal rośnie, ponieważ metody diagnostyczne stają się coraz bardziej precyzyjne. Dzięki udoskonalonym barwieniom immunohistochemicznym i coraz bardziej zróżnicowanym metodom wykrywania można zidentyfikować więcej wariantów. Im dokładniej się szuka, tym więcej różnych form się znajduje. „Właśnie ta zasada – rzadka choroba, coraz dokładniejsza diagnostyka, a w konsekwencji gwałtowny wzrost liczby podtypów – sprawia, że nawet wyspecjalizowane ośrodki spotykają się z wieloma z tych rzadkich przypadków zaledwie kilka razy w roku” – wyjaśnia prof. dr Tonus na początku naszej rozmowy.
Potrzebne są wyspecjalizowane ośrodki zajmujące się mięsakami, które skupiają wiedzę specjalistyczną i osiągają wystarczająco dużą liczbę przypadków. Tylko w ten sposób można zapewnić niezbędną jakość diagnostyczną i terapeutyczną.
„Pacjenci, którzy tam trafiają, mają za sobą bardzo różne historie. Wielu z nich – zwłaszcza młodsi ludzie – jest biegłych w korzystaniu z technologii cyfrowych, wcześnie szuka informacji, czyta opinie o klinikach i celowo wyszukuje wyspecjalizowane placówki. Niektórzy przychodzą już z wynikiem badania i podejrzeniem mięsaka, jeszcze zanim wykonano punkcję. Również ta musi spełniać określone kryteria jakości, na przykład biopsja warstwowa z co najmniej sześcioma, a raczej większą liczbą próbek. Inni z kolei są kierowani lub postępują zgodnie z zaleceniami. A potem jest skrajna sytuacja: ludzie, którzy pojawiają się dopiero w bardzo zaawansowanym, przerzutowym stadium i szukają ostatniej deski ratunku – nawet jeśli terapia na tym etapie często nie przynosi już realnych korzyści”, stwierdza prof. dr Tonus.
Doświadczenie pokazuje, że guzy o wielkości około pięciu centymetrów mogą zacząć ulegać złośliwej degeneracji – jest to wniosek oparty na wynikach szeroko zakrojonych badań przesiewowych przeprowadzonych w Anglii.
Prof. dr Tonus ilustruje sposób postępowania: „Aby to zilustrować, chętnie posługuję się prostym obrazem: łagodny tłuszczak usuwa się jak piłkę, wyraźnie ograniczoną i bez większego marginesu bezpieczeństwa. Natomiast sarkom operuję w taki sposób, że w ogóle nie widzę samego guza. Pozostaje on całkowicie otoczony zdrową warstwą osłonową, która jest usuwana wraz z nim. Wszystko, co przylega bezpośrednio do brzegu, musi zostać usunięte. Taka jest zasada chirurgii mięsaka: dobry chirurg zajmujący się mięsakami nie widzi swojego guza. Jeśli guz znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie istotnych naczyń lub nerwów, struktury te muszą zostać zastąpione lub – w zależności od rozmiaru ubytku – zrekonstruowane lub zrezygnowane. Spektrum rozciąga się od małych guzów do mas zaotrzewnowych o wadze 20 kilogramów. Wymagania operacyjne zależą zatem zawsze od lokalizacji. Jeśli guz znajduje się w dogodnym miejscu, na przykład w okolicy pachwiny, otoczony mięśniami bez krytycznych naczyń lub nerwów, można go dobrze usunąć bez szkód ubocznych. Jeśli jednak duże guzy rozrastają się wokół ważnych tętnic, żył lub nerwów, stawia to chirurgów przed trudnymi decyzjami. W przypadku nogi dotyczy to na przykład dużego nerwu udowego z przodu lub nerwu kulszowego z tyłu. Noga wprawdzie pozostaje nienaruszona, ale może utracić swoją funkcję. W takich przypadkach należy dokładnie rozważyć, czy operacja ma sens, czy też alternatywą jest ukierunkowana radioterapia – na przykład stereotaktyczna”.
W przypadku potwierdzenia diagnozy średniej wielkości mięsaka nie ma mowy o nagłym stanie medycznym, który wymagałby natychmiastowej operacji tego samego dnia. Niemniej jednak należy podjąć działania w krótkim czasie – jednak dopiero po pełnym zastosowaniu wytycznych.
„Na początku jest obrazowanie: ktoś wyczuwa nowo powstały obrzęk lub jest już dostępne badanie MRI. Następnie wykonuje się punkcję w formie biopsji wachlarzowej, podczas której pobiera się kilka próbek z podejrzanych obszarów. Trafiają one do patologa, a jeśli potwierdzi się nowotwór złośliwy, przeprowadza się ocenę stopnia zaawansowania za pomocą tomografii komputerowej klatki piersiowej i jamy brzusznej, ponieważ mięsaki zazwyczaj dają przerzuty do płuc. Dopiero wtedy przypadek jest omawiany na konferencji onkologicznej. W przypadku bardzo dużych nowotworów wskazane może być leczenie neoadjuwantowe. Tak zwany „Sarkulator” pomaga w ocenie ryzyka nawrotu lub zgonu; jeśli wynosi ono ponad 60 procent, przemawia to za leczeniem wstępnym. Pomimo pilności wykrycie nowotworu złośliwego nie oznacza, że należy działać w pośpiechu. Decydujące znaczenie ma szybkie, ale uporządkowane postępowanie zgodnie z wytycznymi” – podkreśla prof. dr Tonus, odnosząc się do przebiegu leczenia.
Radioterapia śródoperacyjna (IORT) może w wybranych sytuacjach zapewnić znaczną korzyść terapeutyczną, ponieważ działa tam, gdzie klasyczne metody radioterapii osiągają swoje granice. Jest ona stosowana bezpośrednio podczas operacji, po usunięciu guza, i umożliwia bardzo precyzyjne napromieniowanie loży guza przed ponownym zamknięciem ciała. Otwiera to możliwości, których nie dałaby sama radioterapia zewnętrzna.

Prof. dr Tonus dokładnie wyjaśnia zalety IORT: „W przestrzeni zaotrzewnowej mięsaki często osiągają bardzo duże rozmiary, zanim w ogóle staną się klinicznie zauważalne – jamy brzusznej długo to kompensuje, a wielu pacjentów zauważa jedynie, że muszą coraz bardziej rozpinąć pasek. Takie guzy wymagają operacji, niezależnie od tego, jak duże są. Jednak nawet po ich usunięciu nie zawsze udaje się zachować szeroki margines bezpieczeństwa. Często pozostaje tylko bardzo wąska warstwa zdrowej tkanki, a czasem nawet jedynie mikroskopijna resztka, czyli sytuacja R1. Właśnie w tym momencie do gry wkracza płatek. Jeśli zostanie on umieszczony po usunięciu guza, można precyzyjnie wymodelować łoże guza. Dzięki temu naświetlanie można precyzyjnie skierować na obszar, w którym znajdował się guz. Zaleta jest oczywista: dopasowanie jest optymalne, ponieważ chirurg jest bezpośrednio na miejscu i i tak przeprowadza operację. Nie ma potrzeby dodatkowego otwierania jamy brzusznej, wszystko odbywa się podczas jednego zabiegu. Ponadto można świadomie pominąć struktury wrażliwe na promieniowanie. Jelito cienkie lub moczowód można ustawić tak, aby znajdowały się poza polem napromieniowania; odpowiednie segmenty aplikatorów napromieniowania nie są wtedy wyposażone. Planowanie to odbywa się wspólnie z fizykami i radioterapeutami i jest indywidualnie dostosowane do sytuacji anatomicznej”.
Radioterapia śródoperacyjna jest zabiegiem o wyjątkowo niskim ryzyku powikłań, co odgrywa ważną rolę w procesie informowania pacjentów. Wielu pacjentów odczuwa również ulgę, gdy część niezbędnej dawki promieniowania może zostać podana już podczas operacji.
Prof. dr Tonus wyjaśnia to w następujący sposób: „Jeśli na przykład po operacji konieczne jest osiągnięcie całkowitej dawki 50 Gy, a podczas operacji można zastosować dawkę wzmacniającą wynoszącą około 15 Gy, zmniejsza to pozostałą dawkę, a tym samym liczbę kolejnych sesji radioterapii. Decydujące znaczenie mają trzy aspekty: precyzyjne umiejscowienie bezpośrednio w loży guza, niski odsetek powikłań oraz możliwość utrzymania narządów wrażliwych na promieniowanie poza polem opromieniowania za pomocą retraktorów. Płat, który można sobie wyobrazić tak, jak pokazano na zdjęciach, umożliwia precyzyjne pokrycie obszaru docelowego. Obliczanie dawki promieniowania opiera się na jasnej zasadzie. Decydujące znaczenie ma to, czy guz został całkowicie usunięty, czy też pozostały potencjalnie mikroskopijne resztki nowotworu, których nie widać gołym okiem. Głębokość penetracji takich pozostałości wynosi zazwyczaj zaledwie kilka milimetrów. Właśnie dlatego jest to brachyterapia: „brachy” oznacza krótki – dawka działa blisko powierzchni, osiągając tam wysokie wartości, podczas gdy w głąb wnika tylko minimalnie. Fizyk ocenia na podstawie obrazowania, gdzie znajdują się podejrzane obszary, i oblicza niezbędną dawkę maksymalną na odpowiedniej głębokości. Chodzi tu o obszary rzędu milimetrów, a nie centymetrów czy nawet większych części ciała”, i dodaje:
„Szczególnie korzystają na tym grupy pacjentów z dużymi liposarcomi w przestrzeni zaotrzewnowej, dla których IORT jest już uwzględniona jako opcja w wytycznych. Jest ona również wskazana w przypadku nawrotów raka odbytnicy, zwłaszcza w ciasnej miednicy. Ponadto można ją rozważać w przypadku nowotworów miejscowo zaawansowanych, gdy wyczerpano już inne opcje. Nie jest ona natomiast przeznaczona dla małych nowotworów, które można wyraźnie usunąć z tkanki zdrowej. Zasadniczo chodzi więc o grupę pacjentów poddanych selekcji negatywnej, u których połączenie operacji i radioterapii śródoperacyjnej zapewnia dodatkową korzyść terapeutyczną. Ponieważ i tak przeprowadza się operację, to dodatkowe działanie można łatwo włączyć, umieszczając płatek pod koniec zabiegu w sposób ukierunkowany na łoże guza”.
._Tonus.jpg)
Również w przypadku nawrotów mięsaków, czyli nowotworów, które pojawiają się ponownie po wcześniejszym leczeniu, IORT jest szczególnie cenna, ponieważ ponowna radioterapia zewnętrzna jest często możliwa tylko w ograniczonym zakresie.
„Radioterapia śródoperacyjna odgrywa ważną rolę przede wszystkim w przypadku mięsaków, które ze względu na swoje położenie trudno jest usunąć z zachowaniem wystarczającego marginesu bezpieczeństwa. Szczególnie płaskie resztki nowotworu, których nie da się całkowicie wyciąć chirurgicznie w zdrowych tkankach, odnoszą korzyści z wysokodawkowego wzmocnienia bezpośrednio w loży nowotworowej. Podczas gdy po operacji można jedynie na podstawie obrazowania zrekonstruować, gdzie znajduje się resztka nowotworu, chirurg podczas operacji dokładnie wie, w którym miejscu wykonano ostatni etap preparacji. Dokładnie tam nakłada się płat – nie dlatego, że byłoby to szczególnie skomplikowane, ale dlatego, że jest to możliwe w sposób bezpośredni i precyzyjny. Zmniejsza to odsetek nawrotów i wykorzystuje niewielką głębokość penetracji brachyterapii. Optymalizacja dawki promieniowania wynika z wyraźnej współpracy między chirurgią, radioterapią i fizyką. Wraz z anestezjologami zespół ten tworzy sprawnie działającą czwórkę. Płat jest umieszczany na sali operacyjnej dokładnie tak, jak ma być później napromieniowany. Na tej podstawie fizycy obliczają głębokość penetracji i dawkę dla każdego pojedynczego źródła. Mała kulka irydowa wsuwa się kolejno do igieł cewkowych, zatrzymuje się w określonych punktach, oddaje obliczoną dawkę i porusza się dalej. Każda kulka i każdy cewnik są obliczane osobno, dzięki czemu powstaje terapia wysoce zindywidualizowana. „Jeśli na przykład pod danym segmentem znajduje się moczowód, dawkę w tym miejscu można zmniejszyć lub pominąć odpowiednie źródło, aby nie przekroczyć krytycznego limitu obciążenia. W ten sposób wrażliwe struktury, takie jak nerwy, naczynia, jelito cienkie lub moczowód, są chronione w najlepszy możliwy sposób” – wyjaśnia prof. dr Tonus.
Pod względem czasowym przebieg IORT jest jasno podzielony: po operacji następuje wprowadzenie płata, co trwa około pół godziny do trzech kwadransów. Samo napromieniowanie jest sterowane z sąsiedniego, chronionego przed promieniowaniem pomieszczenia kontrolnego, w którym fizyk medyczny i zespół radioterapeutów monitorują cały proces za pomocą monitorów i kamer oraz precyzyjnie kontrolują dawkę promieniowania.
Prof. dr Tonus komentuje to następująco: „Samo napromieniowanie przebiega szybko, w zależności od wielkości płata i »świeżości« źródła irydu. Nowe źródło dostarcza dawkę szybciej, starsze wolniej. Ogólnie czas naświetlania wynosi zazwyczaj od trzydziestu minut do godziny. To, jak długo pacjent pozostaje potem w szpitalu, nie zależy od naświetlania, ale wyłącznie od zakresu zabiegu operacyjnego. Płaty powierzchowne, na przykład na ścianie klatki piersiowej, goją się szybko, zwłaszcza gdy udało się zachować skórę. Z kolei duże zabiegi, takie jak wyłuszczenie małej miednicy – z usunięciem pęcherza, prostaty lub macicy – wymagają znacznie dłuższego pobytu w szpitalu.

IORT nie zastępuje ani nie uzupełnia klasycznej radioterapii. Stanowi ona element koncepcji multimodalnej, która szczególnie w przypadku złożonych lub trudnych anatomicznie mięsaków zwiększa szansę na lokalną kontrolę nowotworu, nie narażając niepotrzebnie funkcji otaczających struktur.
Radioterapia śródoperacyjna (IORT) może znacznie zmniejszyć ryzyko nawrotu miejscowego w przypadku mięsaków – zwłaszcza wtedy, gdy guz ze względu na swoje położenie jest trudny do usunięcia z zachowaniem wystarczającego marginesu bezpieczeństwa. Właśnie w tych anatomicznie wymagających sytuacjach IORT pokazuje swoje mocne strony.
Gdy mięsak przylega blisko nerwów, naczyń lub narządów, guz często można całkowicie usunąć, ale chirurgiczny margines bezpieczeństwa jest nieuchronnie niewielki. Oznacza to, że nawet jeśli makroskopowo usunięto całą tkankę nowotworową, w obszarze operacyjnym mogą pozostać mikroskopijne ogniska komórek. Te mikroskopijne resztki są najczęstszym źródłem nawrotu miejscowego. Właśnie w tym miejscu wkracza IORT. Bezpośrednio po usunięciu guza łoże guza poddaje się jednorazowej, wysokodawkowej radioterapii. Ponieważ obszar operacyjny jest nadal otwarty, wrażliwe struktury, takie jak jelita, a w razie potrzeby nerwy lub naczynia, mogą być aktywnie wyłączone z pola napromieniowania lub chronione. Dzięki temu promieniowanie dociera do tych krytycznych stref z precyzją, która nie byłaby możliwa z zewnątrz – czyli poprzez klasyczne napromieniowanie zewnętrzne.
Optymalizacja dawki promieniowania w przypadku mięsaków tkanek miękkich to balansowanie między maksymalną lokalną kontrolą nowotworu a ochroną wrażliwych struktur. Kluczowe znaczenie ma to, aby radioterapia nie była postrzegana jako sztywny schemat, ale jako precyzyjnie dostosowana koncepcja, oparta na biologii nowotworu, jego lokalizacji i indywidualnej anatomii.
Aby śródoperacyjna radioterapia (IORT) mogła być przeprowadzona w sposób bezpieczny, precyzyjny i skuteczny, chirurgia, radioterapia i fizyka muszą ściśle ze sobą współpracować. Procedura ta nie jest spontanicznym dodatkowym krokiem, lecz skrupulatnie skoordynowanym procesem, który rozpoczyna się na długo przed samym zabiegiem i trwa aż do fazy pooperacyjnej.
„Celem jest zawsze resekcja R0. Podczas gdy pacjent jest zaintubowany i wentylowany, te trzy specjalizacje ściśle ze sobą współpracują: chirurg odsłania lożę nowotworową, radioterapeuta ocenia wskazania i umiejscowienie, a fizyk oblicza rozkład dawki z milimetrową dokładnością. Liczba ośrodków oferujących tę formę radioterapii śródoperacyjnej z wykorzystaniem elastycznego, modelowalnego płata jest niewielka. Duże akceleratory liniowe są często zbyt nieporęczne dla małej miednicy, ponieważ ich sztywne tuby trudno dostosować do warunków anatomicznych. Klapy stosowane w tym przypadku – tzw. klapa Freiburga – składają się z małych kulek umieszczonych w igłach wydrążonych, które, jak opisano wcześniej, można dopasować jak elastyczną matę dokładnie do konturów loża nowotworowego. „W tym czasie fizycy i radioterapeuci siedzą przy swoich stanowiskach w sąsiednim pomieszczeniu, a anestezjolog nadzoruje znieczulenie” – wyjaśnia prof. dr Tonus i dodaje:
„Siła tej metody ujawnia się szczególnie w przypadku nawrotów raka odbytnicy: płatek można umieścić w wąskiej miednicy w kształcie półkola lub łuku 270 stopni, bezpośrednio na dawnym obszarze guza. Linie izodozy osiągane na głębokości można dokładnie przedstawić i kontrolować. Procedura jest imponująca pod względem technicznym, ale w zastosowaniu zaskakująco prosta, ponieważ płatek można wyczuć dotykiem, a rozkład dawki pozostaje indywidualnie dostosowywalny. Nie da się jednoznacznie stwierdzić, czy bez tej dodatkowej radioterapii pacjent miałby gorsze szanse na przeżycie. Decydujące znaczenie ma to, czy guz został usunięty z tkanki zdrowej. Małe mięsaki, które można całkowicie wyciąć metodą R0, nie wymagają napromieniowania śródoperacyjnego. Metoda ta ma znaczenie przede wszystkim w przypadku dużych guzów w małej miednicy oraz nawrotów raka odbytnicy – czyli w sytuacjach, w których warunki anatomiczne utrudniają bezpieczne usunięcie. Zasadniczo chirurgia mięsaków powinna być wykonywana przez doświadczonych specjalistów. Tylko w ten sposób można zdobyć niezbędną wiedzę specjalistyczną”.
Aby uzyskać certyfikat centrum leczenia mięsaków, konieczne jest przeprowadzenie co najmniej pięćdziesięciu operacji rocznie. Centrum w Hamburgu znajduje się obecnie w fazie certyfikacji. Jednak sama liczba przypadków nie wystarczy.
„Niemieckie Towarzystwo Onkologiczne i Onkozert wymagają wysokiej jakości struktur i procesów. Obejmuje to standardowe procedury, takie jak rezonans magnetyczny zgodny ze złotym standardem, obowiązkowe przedstawienie każdego przypadku na konferencji onkologicznej, wykwalifikowaną patologię i radiologię, określone minimalne ilości diagnostyczne, badania przesiewowe w kierunku stresu u pacjentów oraz liczne inne wskaźniki jakości. Preparat operacyjny to tylko niewielka część obszernego katalogu wymagań, który ma zapewnić, że leczenie odbywa się na najwyższym poziomie”, stwierdza prof. dr Tonus i na zakończenie naszej rozmowy podkreśla:
„Wiele osób mogłoby skorzystać z IORT, ale nie dociera do wyspecjalizowanych ośrodków – to smutna rzeczywistość. Metoda ta jest ugruntowana, poparta dowodami naukowymi i logiczna, a mimo to nie jest stosowana na szeroką skalę w sposób odpowiadający jej potencjałowi. Moje własne podejście pozostaje przy tym świadomie skromne: kto specjalizuje się w mięsakach i złożonych nowotworach, tak jak ja, ten w zamian nie operuje przełyku ani trzustki – zabiegów, które słusznie wiążą się z minimalną liczbą przypadków i dla których istnieją również wyznaczone ośrodki. Jednak właśnie dlatego, że struktury istnieją, a dowody są jasne, smutne jest to, że ta opcja leczenia nie trafia częściej do pacjentów, którzy mogliby z niej naprawdę skorzystać. Szczególnie bolesne jest to w przypadku dwóch obrazów klinicznych, w których radioterapia śródoperacyjna jest wyraźnie zalecana, a nawet potwierdzona w wytycznych: dużych liposarcomów i nawrotów raka odbytnicy. W przypadku nowotworów w zaawansowanym stadium procedura ta jest często ostatnią deską ratunku – czymś, czego nie chce się agresywnie promować. Jednak w przypadku pozostałych dwóch grup szersza komunikacja i stosowanie tej metody byłyby po prostu sensowne i medycznie konsekwentne”.
Serdecznie dziękujemy, pani profesor dr Tonus, za ważne wyjaśnienia dotyczące leczenia za pomocą radioterapii śródoperacyjnej!
- Specjalistka w dziedzinie chirurgii, chirurgii jamy brzusznej, chirurgii jamy brzusznej specjalistycznej i proktologii; ordynator oddziału chirurgii ogólnej i jamy brzusznej w klinice Asklepios St. Georg
- Specjalistka w zakresie chirurgii jelit, chirurgii odbytnicy i chirurgii nowotworów jelita grubego; wieloletnia kierowniczka centrum kompetencji w zakresie koloproktologii. Wybitna wiedza specjalistyczna w zakresie złożonej chirurgii nowotworowej oraz procedur, takich jak transanalna ekscyzja pełnej ściany i pozaustrojowa resekcja odbytnicy (Altemeier)
- Bogate doświadczenie w operacjach ratunkowych (niedrożność jelit, perforacja, zaburzenia krążenia), brzuchu zrostowym, mięsakach i radioterapii śródoperacyjnej (IORT)
- Czołowa chirurg z imponującym dorobkiem: ponad 7000 operacji jelit i ponad 1500 zabiegów przepuklinowych w poprzedniej placówce
- Uznana naukowo ekspertka w dziedzinie łagodnych i złośliwych schorzeń jelita grubego i odbytnicy; habilitowana, profesor nadzwyczajna Uniwersytetu we Frankfurcie
- Międzynarodowe doświadczenie chirurgiczne zdobyte podczas pobytów badawczych i klinicznych na czterech kontynentach
- Ekspertka obecna w mediach, m.in. w filmach dokumentalnych o tematyce medycznej i na kongresach specjalistycznych, w szczególności dotyczących raka jelita grubego, wczesnego wykrywania i nowoczesnych strategii terapeutycznych
- Przewodnicząca regionalnego oddziału Stowarzyszenia Zawodowego Niemieckich Chirurgów (BDC) w Hamburgu
